Żyć mimo depresji

13 sposobów na depresję zimową

Autorstwa z dnia 11 grudnia 2016

Grudzień i styczeń to najciemniejsze i najgorsze miesiące w roku, które najchętniej w całości spędziłabym w łóżku. Niestety choroba afektywna dwubiegunowa jest często wrażliwa na pory roku, czytaj współistnieje z depresją sezonową (i sezonową hipomanią). Optymalne dla mnie byłoby zapewne mieszkanie gdzieś, gdzie przez większość roku świeci słońce, a temperatura utrzymuje się na poziomie 18-25 stopni (Kalifornia?), ale aktualnie żyję w Polsce i muszę sobie radzić z tym, co mam. Czyli z wieloma miesiącami zimna i mroku.

Sposoby mam aktualnie następujące:

1. Mało pracy

Depresja zimowa to niekoniecznie Rów Mariański i myśli samobójcze, ale przede wszystkim obniżony napęd, brak energii życiowej, senność. Przekłada się to na tryb skacowanej muchy w smole i nie ułatwia wykonywania codziennych obowiązków. Skoro zaś produktywność spada, nie ma sensu brać na siebie za dużo zobowiązań. Zawalanie ich nie sprzyja dobremu samopoczuciu. Tryb minimum – to jest to. Na szczęście nie pracuję już w branży sprzedażowej i nie odnotowuję w grudniu szczytu zainteresowania moją ofertą. Spokojnie klikam sobie po kilka godzin dziennie i jest mi z tym w miarę OK.

Staram się nie przejmować tym, że część znajomych z Facebooka zapierdala w tym czasie jak małe szczęśliwe robociki. Najwyraźniej sezonowe zaburzenia afektywne ich nie dotyczą. Mnie tak.

2. Dużo snu

Ostatnio mam zapotrzebowanie na 10-12 godzin dziennie snu i najczęściej albo budzę się nieprzyzwoicie późno, albo chodzę spać w ciągu dnia. No cóż, skoro organizm ma takie wymagania… Mogę sobie wyrzucać, że przesypiam całe dnie, ale to nic nie zmienia: po prostu mam dodatkowo poczucie winy i jest mi jeszcze gorzej. Zatem śpię. A po przebudzeniu próbuję żyć produktywnie.

3. Ładny szlafroczek

Dawniej myślałam, że szlafrok nie jest dla mnie. Wisiało toto u mnie w szafie i tyle. Potem dostałam w prezencie nowy i odkryłam, że sekret tkwił… w wyglądzie. Otóż mój nowy szlafroczek jest prześliczny! Z mięciutkiego materiału a la kocyk, jasnoszary w połyskujące srebrne kropy, z wygodnymi kieszeniami – po prostu marzenie. Pochodzi z Reserved, ale niestety nie ma go już (?) na ich stronie. Poprzedni szlafrok, cały w ciemnych barwach, trafił do kolegi. Też go nie nosi 😉

W nowym szlafroczku jest ciepło, wygodnie i przytulnie. Do kompletu puchate skarpetki i voila – można się włóczyć po domu!

Otaczanie się ładnymi rzeczami jest Ważne.

4. Dużo gorących napojów

Kawa – na początek dnia. Z ekspresu na kapsułki Nescafe. Cafe au lait z domieszką mleka, żeby smakowała jak latte (oryginalna latte robi się wolniej i wychodzi dwukrotnie drożej).

Herbata – w moim ukochanym kubeczku 0,75 litra. Obowiązkowo dobra. Rozpieszczanie siebie to podstawa w depresji. Na urodziny dostałam czarną herbatę ze zwiniętych w kulki całych liści (nazwa gatunkowa nieznana, była w pudełeczku z grafiką Klimta i podpisem TEA). Smakuje tak dobrze, że prawie jej nie słodzę! A, jak może pamiętacie, niedawno pytałam na Facebooku o metody na ograniczenie zużycia cukru… Kto by pomyślał, że wystarczy przerzucić się na lepszą herbatę. (Mój przyjaciel. On o wszystkim myśli).

I kakao. A konkretniej Nesquick w kapsułkach. W sam raz na wieczór.

depresja zimowa to popularne zjawisko. na szczęście istnieją na nią sposoby

 5. Kot

Nie ma jak ciepły futrzak na kolanach. Mruczy, zagaduje, można pogłaskać. Dotrzymuje towarzystwa. I w ogóle nie przejmuje się tym, co się do niego mówi. Koty są fantastyczne na chandrę i stres, w depresji też się sprawdzają. Chyba to nawet udowodniono.

Ostatnio zrobiłam kotom prezent, zamawiając świąteczną Pakę Zwierzaka, czyli jedyny słuszny box subskrypcyjny. Paka Zwierzaka powinna dotrzeć idealnie przed Świętami. Prawdopodobnie zdam relację na Instagramie.

6. Telefon do przyjaciela

Mimo że nie wyglądam, jestem w dużym stopniu ekstrawertyczką. Czerpię energię z kontaktów z bliskimi mi ludźmi. A kto może być bliższy od ulubionego przyjaciela, który ciągle mi dokucza i zawsze jest dla mnie oparciem? Telefon z kolei to fantastyczne urządzenie, bo można wejść z nim pod kołderkę, zamknąć oczy i skoncentrować się na rozmowie. Gadamy bardzo długo – i dobrze!

7. Spotkania z ludźmi

W zasadzie zimą nienawidzę wychodzić z domu, ale chodzi o przebywanie samotnie na zewnątrz. O ile latem ciemność mi raczej nie przeszkadza, a nawet bywa ulgą (po upalnym dniu brak słońca oznacza wytchnienie), o tyle zimą po zmroku czuję się paskudnie – chyba że jestem z kimś. Dotyczy to także dni, kiedy wprawdzie jest dość jasno, ale przeważnie pochmurno, zimno, mokro, wietrznie, a nawet (w najgorszym przypadku) śnieżnie. Obecność drugiej osoby stanowi duże wsparcie i pozwala się oderwać od ponurych myśli. Czasem nawet zapominam o pogodzie! Zatem: przyjedź po mnie i dokądś mnie porwij!

8. Ograniczanie stresorów

Toksyczny człowiek? Nieprzyjazne miejsce? Dyskusja, w której prawie na pewno wezmą udział osoby, których nie lubię? Negatywistyczne podejście do życia?

Nowa Noemi unika takich sytuacji! To bardzo trudne, ale powoli nabieram wprawy. Szczególnie zimą staram się otaczać życzliwością i entuzjazmem oraz ludźmi wewnątrzsterownymi, skoncentrowanymi na rozwiązaniach. Moja krucha psychika lubi to!

9. Zakupy z dostawą do domu

Nie samą herbatą człowiek żyje… A i ją należy gdzieś kupić.

Choć to podobno niezdrowe, zimą hołduję zasadzie, że im mniej wyjść na dwór (brr), tym lepiej. W tym celu kupuję większość rzeczy online. Potem wystarczy wyskoczyć co jakiś czas po bułki lub świeże warzywa… chociaż je też można po prawdzie zamawiać.

10. Książka

Skończył mi się wprawdzie „Harry Potter” (po powrocie z fantastycznych „Fantastycznych zwierząt” namiętnie pochłaniałam ostatnie tomy siedmioksiągu), ale od czego zakupy? Na targach Manifest Zmysłów dorwałam niesamowicie seks-pozytywną publikację „Ona ma siłę” (ang. Come as you are) poświęconą seksualności kobiet. Wyjątkowa książka, z której nawet taki geek jak ja dowiaduje się zupełnie nowych rzeczy. Do kupienia między innymi w Selkarze.

Na zmianę z książkami papierowymi z upodobaniem czytam e-booki. A jeśli e-book, to tylko w Legimi, mojej ulubionej księgarni z abonamentem. W cenie 45 zł miesięcznie (nowi klienci płacą 55 zł) mam nielimitowany dostęp do 16 000 książek! A w mojej osobistej biblioteczce pobranych publikacji jest ich… 350! Plus to, co stoi fizycznie na półce. Życia nie starczy, żeby to wszystko przeczytać…!

11. Muzyka

Kocham składanki w Spotify i to, że za kilka złotych miesięcznie (korzystam z pakietu rodzinnego) mam dostęp do najnowszych albumów Lady Gagi czy Metalliki. Nie wyobrażam sobie dnia bez muzyki: odpowiednio dobrana podnosi mój poziom energii i skupienie albo mnie wycisza i koi zszargane nerwy. Składanek w Spotify jest mnóstwo, można też utworzyć własne.

depresja zimowa nie lubi się ze słońcem :)

12. SPA

Z okazji naszych urodzin wyjechałam z partnerem do ośrodka agroturystycznego Wyspa Kampinos. W ofercie: basen kryty z podgrzewanym piaseczkiem i leżakami, jacuzzi i sauna nagrzewana prawdziwym drewnem. Wygrzałam się. W październiku byliśmy w Hotelu Gorzelanny z podobną ofertą (tylko bez piaseczku). W przyszłym tygodniu znowu się trochę pobyczymy w hotelu z basenem, ma też być siłownia i może jakiś masaż… (kocham masaże!). Relaks i ciepełko, a co najważniejsze – nie trzeba nigdzie dojeżdżać! Yay!

Rozważam także chodzenie na solarium w celu doświetlenia się i dogrzania.

13. Last but not least… LEKI!

Sposobów na depresję sezonową jest wiele, ale leki od psychiatry to najskuteczniejsza metoda ze wszystkich. Nie ma sensu się męczyć i udawać, że „jeszcze nie jest tak źle” czy „nadal sobie jakoś radzę, bywało gorzej”. Lepiej odwiedzić lekarza i pogadać z nim o swoim przygnębieniu, zmęczeniu, senności i ochocie na zaszycie się w ciemnej dziurze i wychynięciu z niej dopiero na wiosnę. Kilka kolorowych tabletek potrafi postawić na nogi i umożliwić dobre lub prawie dobre funkcjonowanie. (Ja jestem tym cięższym przypadkiem, więc efekty nie są spektakularne, ale bez leków byłoby tra-gicz-nie).

***

Jak widzicie, część moich sposobów polega na zminimalizowaniu objawów depresji, a część – na dostosowaniu się do problemu. Z mojego wieloletniego doświadczenia w walce z tą chorobą wynika, że najgorsze jest negowanie problemu i stawianie sobie wygórowanych oczekiwań albo przesadna koncentracja na nienawiści do tej pory roku. Nie możesz – to sobie pomóż, ale i zaakceptuj to, że nie możesz. Zwolnij. Żyj w zgodzie z energią świata. Zimą przyroda zamiera i jeśli Twoja wrażliwość na pogodę mówi Ci „stop”, nie udawaj, że jest inaczej. Dostosowanie się do okoliczności umożliwia kontynuowanie życia na całkiem znośnym poziomie.

A za kilka dni przesilenie zimowe. Dni zaczną się wydłużać i powoli nastąpi poprawa!

TAGI
PODOBNE WPISY
  • zaciekawiony

    podobno przydają się także kąpiele, np. w czekoladzie albo w pianie o zapachu czekolady, cynamonowego jabłka, malin, migdałów…

    • Faktycznie! Kocham gorące, pieniste kąpiele. Tylko ostatnio nie mam płynu do robienia pachnącej piany, podkradam żel do kąpieli Współlokatora…
      Trzeba zrobić zakupy…!

    • Wanilia działa bardzo antydepresyjnie :). Od strony naukowej to potwierdzone. Warto zaopatrzyć się w waniliowy olejek eteryczny :D.

      • zaciekawiony

        Tak, początkowo miałem wpisać także wanilię. Tylko znalazła się ona w innym tekście, który akurat wypuściłem i pewnie z tego powodu jej tu nie wymieniłem.

      • Właśnie, przecież w okresie najcięższej depresji odruchowo lałam wanilię do kominka zapachowego! I to mimo że miałam do wyboru kilkadziesiąt zapachów, bo w tamtym roku wydałam majątek na olejki eteryczne. Zapomniałam zupełnie o aromaterapii, a w domowym przeciwdziałaniu depresji jest niezastąpiona. Świeczki też.

      • Paula Stadnik

        I tym nie wiedziałam ;)!

  • Zajrzałem z ciekawości do tej Paki Zwierzaka, ale tam jest mowa tylko o psach – jak zdobyłaś coś dla kotów?

    • Mają źle zrobioną stronę. Jeśli się wejdzie w ZAMÓW na głównej, to jest opcja wyboru kota (http://www.pakazwierzaka.info/shop-kot). Jeśli przechodzi się przez Jak to działa?, to jest tylko wybór rozmiaru psa. Dowiedziałam się o kotach z ich fanpage’a, więc się przeklikałam do skutku, ale pewnie tracą na tym sporo potencjalnych klientów-kociarzy.

  • Paula Stadnik

    Sama się linczuje za każdym razem, gdy klikam w taki post ( sama kiedyś taki napisałam), bo właściwie czego ja szukam? Wszystko już to wiem, znam, kojarzę. W nocy o północy wyrecytuje. A jednak chyba warto pisać takie teksty, bo dzięki nim może ktoś spróbuje sam siebie lepiej poznać?

    A moim zdaniem to najlepszy sposób na walkę z obniżeniem nastroju, koniec końców, poznać siebie i pozwolić sobie na zatrzymanie, co tak ładnie ujelas na końcu 🙂

  • 9. – też tak chcę :< a u mnie to za drogo wychodzi i jeszcze musiałbym zrobić zakupy za jakieś kosmiczne chyba 40€… (no niby mógłbym na zapas ale nie mam tak dużej lodówki/zamrażarki 😀 ). Chyba że są tańsze sklepy… kiedyś nic sensownego nie znalazłem ale może muszę jeszcze raz poszukać…

    10. – no właśnie, masz 350 książek, czy to jeszcze Ci się opłaca 45zł miesięcznie płacić? 😛 skoro już teraz masz książek do końca życia 😉 To jest między innymi jeden z powodów, dla którego takie abonamenty nie bardzo mnie przekonują… Nie mam żadnego abonamentu, na książki wydaję… no powiedzmy że rzadko kupuję jakąś droższą niż 20zł (dla mnie 20zł to rozsądna cena za książkę, drożej to już niezbyt, no i dlatego najchętniej kupuję używane za 10-15zł), a też mam z 40-60 do przeczytania 😛 (no wiem, trochę pirat jestem 😉 ale około połowa to papierowe, więc nie aż tak 😉 ).

    • Wiesz, te 350 książek to te, które mnie zainteresowały i mam je dostępne w ramach abonamentu. Oraz ich jeszcze NIE przeczytałam, bo te przeczytane kasuje. Dwa lata abonamentu to 1080 zł. W tej cenie można kupić ok. 30 książek, a ja mam tak, że „interesuje mnie = kupuję!”. I nie kończę tych, które mnie znudzą, nawet jeśli za nie zapłaciłam. Więc 1080 zł za dwuletni dostęp do biblioteki, w ramach której mam (i nie kupię fizycznie) 350 ciekawych książek (oraz te przeczytane) to całkiem duża korzyść.

      A propos dostaw, ja kupuję dużo rzeczy z długim terminem przydatności (np. masło, przyprawy), warzywa w puszkach i kartonach (przeciery pomidorowe, fasola, kukurydza) i składniki do zamrożenia (np. dwa kilo kiełbasy w promocji do wykorzystywania po pętku).
      Czemu Tobie by się to nie opłacało? I czemu 40 euro to kosmiczna kwota…? Chyba 400?

      • No ok, tak licząc, to faktycznie wychodzi niby opłacalnie, ale ja jednak liczę trochę inaczej 😉

        40€ to dla mnie kwota kosmiczna, bo ja tyle to wydaję na dwutygodniowe zakupy albo i trzytygodniowe licząc z bieżącą spożywką, także trochę mi tak dziwnie tyle na raz wydać 😛 Nie no, trochę przesadzam i w sumie to ja mam raczej ten problem, że nie mam pomysłu co by tu kupować i co jeść – i to chyba największy problem. No i jak mówiłem – zamrażarkę mam pełną choćby teraz… A w puszkach… to chyba tylko lubię groszek 😉 (a szkoda, bo faktycznie puszki to byłby dobry pomysł jak na zapas…) Nie no, główny problem to ten brak pomysłów oraz to, że pieczywo i tak trzeba kupować choćby raz w tygodniu (i tak mrożę, bo lubię świeże, ale więcej właśnie nie dam rady jak tylko zapas na tydzień), a skoro to trzeba kupować i tego mi nie dostarczą (bo za tanie), to powoduje całe przedsięwzięcie trochę bezsensowne, bo niewiele czasu oszczędzę – do sklepu i tak muszę iść :/
        Z resztą zakupy to jeszcze pikuś jest, sprzątanie i gotowanie to są dla mnie najgorsze czynności co do których kombinuję jak tu zredukować czas ilość czasu na nie 😛

        • Wynajmij kogoś, kto to będzie robił za Ciebie ;P

          • Myślę o tym, znaczy planuję to 😛 Gdybym tylko wiedział gdzie można zamawiać jedzenie ale tak żeby dostarczali obiad PO POŁUDNIU, to zamawiałbym, bo jak byłem na zwolnieniu, to zamawiałem sobie obiady aczkolwiek wszyscy tacy dostawcy na których ja trafiłem dostarczają około 10-11 🙁 co mnie nie ratuje nawet w weekend bo yyy… o tej porze to ja zwykle nawet śniadania jeszcze nie jem 😛 (o tej porze zwykle jeszcze śpię i musiałbym specjalnie wstawać 😉 ).
            Co do sprzątaczki to… niestety mam inne wydatki 😉 ale to też kiedyś nastąpi… właśnie muszę co najmniej z rok jeszcze odczekać i zobaczyć jak kształtować się będą te moje inne wydatki…

  • Dla mnie zima to paradoksalnie jeden z najbardziej zapracowanych sezonów, więc w tej kwestii ciężko się odstresować i wyluzować. Pozostałe sposoby jak najbardziej działają. Przytulanie się do kogoś też. polecam 🙂

  • Robienie czegoś dla siebie zawsze działa no i ludzie! Przyjaciele i rozmowy z nimi mogą zdziałać cuda 😉

NOEMI
Warszawa

Cześć, mam 31 lat i kończę psychologię. Wkrótce będę pomagać ludziom jako life, love & sex coach. Na Noemi.Life piszę o ogarnianiu swojego życia i realizowaniu własnych celów - znajdziesz tu sporo inspiracji. Bloguję o rozwoju, zdrowym stylu życia i pozytywnym podejściu do seksualności. Chętnie poznam fajnych ludzi - takich jak Ty. Rozgość się i porozmawiajmy w komentarzach oraz na fanpage'u.

Bezpłatny kurs rozwoju osobistego
Archiwa