Seksualność

Ciemna strona seksu. Czy można do niej… dorosnąć?

Autorstwa z dnia 26 listopada 2015
Obiecywałam, że następny wpis będzie o czymś lekkim, na przykład o związkach, i poniekąd dotrzymam słowa: będzie trochę o związkach, a trochę o seksie. Szykujcie się na tak kontrowersyjne tematy jak poliamoria, BDSM czy usługi seksualne.

Ogólnie jestem osobą bardzo otwartą na ludzi, a ponadto mam za sobą szereg szkoleń związanych z relacjami międzyludzkimi i seksualnością. Jak pisałam kilka tygodni temu, mam na przykład w znajomych pięćdziesięciosześcioletnią prostytutkę – przesympatyczną cat lady, z którą muszę znowu umówić się na kawę. Masterzy i Dominy oraz poliamoryści to dla mnie chleb powszedni. Właściwie znam chyba wszystkich, może poza miłośnikami ekstremalnych modyfikacji ciała.

Ale nie zawsze tak było. Kiedyś miałam osiemnaście lat i byłam dziewicą. Owszem, z wypiekami na twarzy oglądałam ostrą pornografię ściągniętą ukradkiem z Internetu, ale żeby tak coś takiego… na żywo… kiedykolwiek?! To mi się zupełnie nie mieściło w głowie. Pocałunki, przytulanie się, delikatne pieszczoty – to było wszystko, na co byłam gotowa pozwolić, nawet jeśli moje fantazje były znacznie śmielsze.

(Większość z nich zdążyłam już zrealizować. Tej z Demonem Wody chyba nie dam rady. Buu).

Wejście w świat seksualności przebiegało u mnie bardzo płynnie – znalazłam kogoś, z kim można było odkrywać ten nowy świat wspólnie, rozmawiając o wszystkim, co kuszące, świeże i ledwo co spróbowane. Jednak po rozstaniu, które nastąpiło kilka lat później, wydawało mi się, że jestem osobą bardzo dorosłą. Tak jednak nie było: doświadczenia seksualne z JEDNĄ osobą to nie jest duże doświadczenie! No i wkopałam się w coś, co mnie zupełnie przerosło.

Ciemną stroną seksu w moim przypadku okazała się poliamoria. Coś, co teraz mam przepracowane, uporządkowane i w każdy inny sposób oswojone, odkrywałam kilka lat temu zupełnie po omacku, sama, bojąc się głośno nazwać po imieniu to, co nas połączyło. Nie mieliśmy żadnych sensownych reguł, nie wiedzieliśmy w ogóle, że są potrzebne. Nie ustaliliśmy granic. I panicznie baliśmy się niezrozumienia ze strony innych, więc z nikim o tym nie rozmawialiśmy. Jak dzieci.

Po latach nie mam już długiego rachunku win i krzywd. Sprawa jest mniej więcej zamknięta, relacje z ludźmi na powrót ułożone, traumy przepracowane. Mam za sobą sporo poli-doświadczeń. Jedne są lepsze, drugie gorsze – jak to w życiu.

Jednak jeszcze nie tak dawno temu czułam się ofiarą tamtej relacji. Wyszłam niej z pięknym zespołem stresu pourazowego i przez kilka lat hodowałam wszystkie swoje traumy, obwiniając o nie konkretnego człowieka. Demonizowałam go, w swojej pamięci przechowując i wyolbrzymiając tylko te złe momenty. Jakież było moje zdziwienie, kiedy po kilku latach przemogłam się i przeczytałam archiwa naszych wspólnych rozmów – były zupełnie inne niż zapamiętałam!

Teraz trzymam się stanowiska, że poliamoria nie jest dla dzieci. Nawet dla takich pełnoletnich. Podobnie jak związki z bardzo dużą różnicą wieku (na szczęście mnie zaczęły kusić dopiero po skończeniu dwudziestu pięciu lat), o BDSM nie wspominając. Ach, jeszcze jest cała branża usług seksualnych i pornografia – mam na myśli występy. Wszystko, co nieznane i nieoswojone. Ciemne.

Nie wskazałabym żadnego age of consent, bo to nie o to chodzi. Możesz mieć czterdzieści lat i do czegoś nie dojrzeć, mimo że nawet miałabyś ochotę spróbować. Ale przeważnie przyczyną jest brak wiedzy, brak doświadczeń i skoczenie na głęboką wodę.

Można się nie znać i trafić na manipulanta, który powie zakochanej siedemnastolatce, że mogą być razem, ale on jej nie będzie wierny, bo jest poliamorystą (jeśli jesteś nie w temacie: tak robi zwykły, myślący kutasem padalec, a nie etyczny poliamorysta). Lub, jak ja, wejść w relację z kilkoma osobami jednocześnie, gdzie dla każdego był to zupełnie nowy temat i gdzie zabrakło jakiegokolwiek przewodnika po poliamorii, z głupim artykułem jako inspiracją do rozmów włącznie. (To nie były te czasy). Albo oszukiwać samą siebie, że pragnie się związków otwartych czy relacji opartych na seksie bez zobowiązań, kiedy jedyne marzenie to kochać i być kochaną.

Można nie rozumieć swojej potrzeby uległości i wejść w związek z kimś, kto ubiera zwykłą przemoc w płaszczyk BDSM. To bardzo częsta sytuacja. Można też mieć szereg kompleksów i dążyć do autodestrukcji, i rzekomo odnaleźć się w relacji M/s. Przy okazji, z moim wieloletnim partnerem kiedyś umówiłam się na sesję BDSM, będąc w negowanej depresji. Żadne z nas nie chciało tego, do czego na tej sesji doszło. Niestety media skrajnie wypaczają obraz BDSM, sprowadzając całość do zadawania sobie bólu (polscy seksuolodzy nie są wcale lepsi – na Starowicza i Depkę szkoda mi zębów). Gdzieś ginie cała harmonia, dbanie o siebie nawzajem i altruizm obu stron.

Można wreszcie wejść w świat usług seksualnych, mając ten temat całkowicie nieuporządkowany. Nikomu nie robi dobrze na psychikę myślenie o sobie i swojej pracy tak, jak współczesne społeczeństwo nauczyło nas myśleć o prostytucji i pornografii. Słyszałam przeróżne opowieści i największe dramaty przeważnie dotykały osoby najbardziej zagubione, niepewne siebie i swoich praw. Jeśli dwudziestokilkulatka nie radzi sobie w zwykłej firmie wyzyskującej pracowników, to jakie ma szanse w starciu z przemocowym szefem z półświatka? Dojrzała kobieta nie da sobie w kaszę dmuchać, ale niedoświadczona, zdesperowana i niepewna siebie studentka, która nie wie czego ma prawo oczekiwać? Jestem pewna, że jeśli kogoś było stać na zorganizowanie pobicia pracownicy za niesłuszne podejrzenie dorabiania na lewo (dość świeża historia; mamy z tą biedną dziewczyną wspólną znajomą), to już wcześniej wysyłał sygnały, że go na to stać.

Z tym, co niestandardowe i niekoniecznie akceptowane, wiąże się niestety poważny problem. To samotność. Ludzie zbaczający z autostrady Powszechnie Uznawanej Seksualności potrzebują wsparcia. Poradników, przyjaciół, zaznajomionych z tematem specjalistów. O to trudno. Dlatego niechże chociaż człowiek ma jakiś swój zasób doświadczeń, głowę na karku i odrobinę zdrowego rozsądku – na tyle, by nie robić nic wbrew sobie, swoim poglądom i przeczuciom.

Bo niby wszyscy jesteśmy dorośli (chyba żeby nie), ale nie do wszystkiego jeszcze dorośliśmy. Nienormatywny seks potrafi być piękny i wspaniały, jeśli jest chciany i wypływa z wewnątrz nas, ale jeśli coś jest nie tak, to zadane w ten sposób rany potrafią się paprać całymi latami. Nawet jeśli nikt nikogo nie chciał skrzywdzić. A niektóre doświadczenia po prostu zmieniają człowieka. Nieodwracalnie. I o tym też warto pamiętać zawczasu.

Czasami próbuję sobie wyobrażać siebie jako osiemnastolatkę – co bym powiedziała, gdybym była wtedy znała swoją przyszłość. Myślę, że albo bym nie uwierzyła w ani jedno słowo, albo uciekła z krzykiem. Na szczęście o wielu sprawach po prostu nie miałam pojęcia, a inne uważałam za zbyt wielkie dziwo, żeby się tym interesować. Współczesna młodzież ma chyba dużo gorzej – jeszcze czasem nie rozumieją, co to znaczy, że do czegoś nie dorośli, a już mają do tego dostęp… Przyznam, że nie wiem jak to ugryźć. Niby jestem młoda, ale za moich czasów tak nie było. Świat pędzi do przodu, a ludzie zdają się dorastać coraz wolniej – coraz później się uniezależniają, coraz później zakładają rodziny.

Nie wiem, czym podsumować te rozważania, więc zakończę sakramentalnym A co Wy o tym myślicie? Bardzo mnie ciekawią opinie innych.

TAGI
PODOBNE WPISY
  • > Lub, jak ja, wejść w relację z kilkoma osobami jednocześnie, gdzie dla
    każdego był to zupełnie nowy temat i gdzie zabrakło jakiegokolwiek
    przewodnika po poliamorii, z głupim artykułem jako inspiracją do rozmów
    włącznie.

    Ja mam tak, że jakichkolwiek przewodników po czymkolwiek, co ma związek z uczuciami, emocjami lub seksem, unikam. Z bardzo prostego powodu: moje potrzeby nie są w najmniejszym stopniu kompatybilne z potrzebami zdecydowanej większości ludzi. I krzywdę robiłum sobie naśladując tych, którzy w tzw. normalnych związkach czują się dobrze. Mam zresztą o tym dwie notki na blogu:
    1) https://666rem.wordpress.com/2015/05/16/zycie-uczuciowe-dzikich/ ,
    2) https://666rem.wordpress.com/2015/05/19/rebel-and-proud-of-it/ .

  • Co to jest „etyczny poliamorysta”? Bo dla mnie to czystej wody oksymoron.

    • Taki, który dba, by nikogo nie zranić swoim postępowaniem. Na przykład trzy osoby są ze sobą w związku i ten związek jest zamknięty, a żeby kogokolwiek nowego dołączyć do relacji, wszystkie te trzy osoby muszą tego chcieć. Tak, by nową relacją nie zagrozić już istniejących.
      Każda etyczna diada, triada, grupa ma inny zestaw takich zasad, odpowiadający ich potrzebom, a zdradą jest złamanie tych ustaleń.
      Niestety pod poliamorię podpina się sporo ludzi niedojrzałych, którzy chcieliby mieć dwie kochanki czy bzykać wszystkich na prawo i lewo. Deklarują, że „są poli” i oczekują, że wszyscy to zaakceptują i podskoczą ze szczęścia, ale w dupie mają, że ranią kogoś bliskiego swoim zachowaniem.

      • Dą się tak w ogóle na legalu i z czystym sumieniem? Przecież zazdrość to chcąc nie chcąc uczucie naturalne i ciężko mi uwierzyć, że ktoś chciałby się dzielić kimś bliskim z innymi. Ja wiem, że bym nie potrafił…

        • > Przecież zazdrość to chcąc nie chcąc uczucie naturalne i ciężko mi
          uwierzyć, że ktoś chciałby się dzielić kimś bliskim z innymi. Ja wiem,
          że bym nie potrafił…

          Założenie, że inni ludzie odczuwają wszystko z grubsza podobnie jak Ty, jest nieuzasadnione. I w związku z tym z tego, że Ty byś się źle czuł w związku poli, wynika tylko i wyłącznie to, że Ty nie powinieneś się w taki związek angażować.

          • Nie zakładam, że inni odczuwają jak ja, dlatego napisałem, że nie rozumiem i nie potrafię. Ale to ja. Co absolutnie nie znaczy, że taki układ potępiam, mówię że to zło równe słodkim batonikom czy Jontek łap za widły, to łon.

            Nie zamierzam – jeśli chodzi o związki jestem beznadziejną konserwą w betonie, do tego szczęśliwą 🙂

        • Zazdrość zawsze jest maską dla innych uczuć i niezaspokojonych potrzeb – na przykład lęku przed tym, że ukochana osoba porzuci mnie dla tej drugiej albo potrzeby spędzania z nią więcej czasu. W poliamorii radzenie sobie z zazdrością to szeroki temat i ludzie spędzają sporo czasu na zgłębianiu swoich uczuć i przegadywaniu takich problemów. Logistyka czasu to drugi obszerny temat – jak podzielić swój czas na kilka najważniejszych osób, tak aby żadna nie czuła się zaniedbana.
          Jeśliby Cię ten temat jakoś zaciekawił, to polecam Ci książkę „Puszczalscy z zasadami” – to fajne przybliżenie świata otwartych związków i poliamorii, z dużą ilością wartościowych ćwiczeń dla osób w różnego typu relacjach, także monogamicznych.

  • Ja 18-letniej sobie powiedziałabym przede wszystkim, żeby wyluzowała i nie starała się odhaczać kolejnych punktów życia. Żeby nie robiła absolutnie niczego, na co nie ma 100% ochoty. I żeby nie godziła się na kompromisy, bo kompromisowy seks to strasznie słaba historia, dla obu stron.

  • Chyba jestem zbyt pruderyjna na takie tematy

  • Bardzo osobisty wpis, ktory porusza niezwykle delikatny temat.
    Trudno mi cokolwiek powiedziec, bo nie do konca wiem co.
    Podobnie jak Jacek nie do konca rozumiem pojecie etycznej pliamorysty. Sama nie potrafilabym byc w takim zwiazku, moze dlatego tak trudno mi to pojac.

  • Zbyt wiele rzeczy w tym wpisie jest dla mnie nie do ogarnięcia… ale ciekawe.

  • ,,Kiedyś miałam osiemnaście lat i byłam dziewicą.” Jak to przeczytałam, to przeszedł mi przez głowę taki ciąg myśli:
    – dla mnie to jest teraz;
    – ile Noemi ma lat;
    – trzynaście lat różnicy… chyba dobrze przeczytać to teraz i być 13 lat do przodu 😉

  • zaciekawiony

    Niezwykle interesujące. Będę pewnie wracał i czytał po raz kolejny, by z każdym dniem, tygodniem i miesiącem odkrywać coś nowego. Nie w tym tekście. W sobie. Rozsiewasz myśli do inspiracji.

NOEMI
Warszawa

Cześć, mam 31 lat i kończę psychologię. Wkrótce będę pomagać ludziom jako life, love & sex coach. Na Noemi.Life piszę o ogarnianiu swojego życia i realizowaniu własnych celów - znajdziesz tu sporo inspiracji. Bloguję o rozwoju, zdrowym stylu życia i pozytywnym podejściu do seksualności. Chętnie poznam fajnych ludzi - takich jak Ty. Rozgość się i porozmawiajmy w komentarzach oraz na fanpage'u.

Bezpłatny kurs rozwoju osobistego
Archiwa