Seksualność

Co z tą menstruacją?

Autorstwa z dnia 13 września 2016
Voca Ilnicka, redaktorka portalu Seksualność Kobiet i współautorka książki 7 skutecznych sposobów na bolesne miesiączkizastanawiała się ostatnio, co jest z tym okresem, że w ludziach to nie wzbudza odzewu.
A ja się zastanawiam razem z nią. Myślę o własnym podejściu.

Generalnie okres mnie ani ziębi, ani grzeje. Spodobała mi się przełamująca tabu okładka Wysokich Obcasów – elegancka, stylowa i JUŻ kontrowersyjna, już bulwersująca! – ale to było wszystko. Nie odczuwałam potrzeby pisania o tym i teraz się trochę zmuszam, bo to nie mój temat, ale chcę trochę podrążyć i zobaczyć, co się tam kryje pod powierzchnią. O ile cokolwiek.

W domu przekaz miałam mieszany. Matka miała neutralne podejście, babcia pytała „znowu jesteś chora?” „co?” „chora, no…” „nie, nie jestem, mam okres”. Pierwsze krwawienie zbiegło się z moim przyjęciem z okazji jedenastych urodzin, tak więc doczekało się swego rodzaju celebracji w kobiecym gronie (dziadkowi chyba nikt nie powiedział, ale już nie pamiętam). Jeszcze mnie matka wypytywała następnego dnia rano, czy nie mam jakichś pytań, ale wszystko wiedziałam z książki o dojrzewaniu, którą mi kiedyś dała. Zapytałam ją o kilka rzeczy pro forma, czując, że to ona może tego potrzebować. Gorzej było, kiedy przyszła jakaś znajoma matki – ja się bawię na podłodze z psem, a kobiety sobie gawędzą przy stole. I dialog: „…rośnie, wkrótce stanie się kobietą” „ona JUŻ jest kobietą”. W głosie matki pobrzmiewała duma, ale dla mnie było to strasznie żenujące: mówić jakiejś obcej babie, której teraz w ogóle nie pamiętam, o moich intymnych sprawach? I to przy mnie? Yyych. Byłam bardzo nieśmiałą nastolatką i do tej pory mi się to nie podoba. Przekroczyło moje granice prywatności.

No więc tak, prywatność. Okres jest dla mnie czymś raczej prywatnym, ale nie tabu. Do porozmawiania w gronie przyjaciółek, do powiadomienia o tym partnera seksualnego (podczas okresu zwykle nie mam ochoty na seks, jestem raczej w trybie „kocyk, herbata, książka”). Do zamarudzenia, że boli (ostatnio wcale), albo do wyjaśnienia nagłego kryzysu emocjonalnego („no tak, przecież zbliża mi się okres”). Takie rzeczy. Fakt związany z fizjologią. Nic niezwykłego.

Fizjologia seksualności w ogóle niespecjalnie mnie rusza, tak samo jak jakakolwiek inna fizjologia. Treści tego typu wlatują mi do głowy jednym uchem i natychmiast wylatują drugim. Do tej pory nie wiem, gdzie mam śledzionę.

Kompletnie nie rozumiem też retoryki zahaczającej o esencję kobiecości. Dla mnie kobiecość jest bardziej w głowie niż w ciele, a już na pewno sednem kobiecości nie jest dla mnie rola pełniona w przedłużaniu dalej gatunku ludzkiego. Nie wszystkie kobiety mają okres i nie wszystkie kobiety są lub będą w przyszłości matkami. To nie moja bajka. Nie utożsamiam się z nią, a tego typu teksty albo mnie nudzą (jak w powyższym przypadku), albo wzbudzają agresję (kiedy nachalnie promują jedyną słuszną perspektywę).

Jeśli chodzi o treści związane z menstruacją… Ciekawa na przykład jest historia podejścia do higieny związanej z menstruacją. Interesuje mnie też dynamika związana z cyklem i życie w zgodzie z biologicznym i księżycowym rytmem. Mogę o tym poczytać, choć tak naprawdę wystarczają mi podstawowe informacje. Ale już zdjęcia z przeciekami kojarzą mi się z dyskomfortem, jaki odczuwam, kiedy sama go u siebie stwierdzam, bo plamy z krwi ciężko się dopierają. Trochę pościeli i ładnej bielizny mi się przez to zmarnowało, szczególnie w młodości, kiedy miałam bardzo nieregularne, silne i obfite krwawienia.

No i to chyba wszystko, co mam na ten temat do powiedzenia. Serio. Ten temat zwyczajnie nie wzbudza we mnie emocji. Może z czasem się to zmieni – na przykład interesują mnie kubeczki menstruacyjne, których używanie podobno często zmienia nastawienie do menstruacji. Ale nie wiem. Z zagadnień dotyczących seksualności faktycznie bardziej interesują mnie te związane z czyimiś preferencjami, stylem życia, satysfakcją, relacjami międzyludzkimi… Fizjologia jest… no właśnie, jest.

 A jaki jest okres dla Ciebie?

TAGI
PODOBNE WPISY
  • Mam takie samo podejście jak Ty – miesiączka po prostu jest i tyle. Dopatrywanie się w niej esencji kobiecości uważam wręcz za żart, bo to dla mnie czysta fizjologia. Znam kobiety, które brzydzą się tego tematu (co mnie dziwi, bo to właśnie taki brak akceptacji swojego organizmu) i zastanawiam się, czy to nie jest tak, że gdzieś głęboko w naszej podświadomości tkwi coś takiego, że kobieta podczas okresu jest nieczysta. Rzecz w tym, że część osób sobie to umiała przetłumaczyć, a część nie. Mnie lekko przeraża, ile przesądów odnośnie miesiączki nadal żyje – nie rób ciasta, bo nie wyjdzie albo nie idź do fryzjera.

  • Karolina

    Tak mi się przypomniało: w którymś z artykułów w którejś gazecie przeczytałam, że nie można prosić faceta o to, żeby poszedł do sklepu po podpaski, bo nie. Strasznie mnie to zirytowało. Kobieta umiera, boli ja głowa, kręgosłup, brzuch, whatever; kończą się jej podpaski? Niech leci z tymi krwistymi wodospadami Niagara do sklepu, bo facet nie musi wiedzieć, że jest miesiączka, i nikt nie może go widzieć kupującego podpaski, bo przecież nikt się nie domyśli, że to nie dla niego. Nawet jeśli nie jest to tylko współlokator, a ktoś więcej.
    Miesiączką nie trzeba epatować, ale też nie widzę powodu do jej ukrywania, czy np. chowania podpasek w jej trakcie, bo goście przychodzą i nie mogą ich widzieć w łazience, bo co sobie pomyślą…

    • Nie można? Ojej, a ja to kiedyś zrobiłam, bo przenocowałam u chłopaka i nazajutrz zaskoczył mnie przedwczesny krwotok, a nic nie miałam ze sobą. Jakie faux pas! No naprawdę, opisałam dokładnie, jakie chcę tampony i partner poszedł i mi kupił, i jeszcze pytał, czy mi czegoś nie trzeba. Jak ja go musiałam upokorzyć… :'( Współlokator też by mi kupił… Czuję się teraz jak jakaś genderowa terrorystka epatująca pornografią :'(

      • Co do ukrywania tego, że ma się okres, nie rozumiem kupowania tych wszystkich torebeczek, w których się ukrywa tampony albo podpaski. Tylko po to, żeby nikt nie zauważył z czym się idzie do łazienki.

  • Voca Ilnicka

    „Generalnie okres mnie ani ziębi, ani grzeje.”

    Ok, jeśli boli, to w to nie wierzę zupełnie. Bo jak boli i to mocno, to można o szczerze nienawidzić.

    „Gorzej było, kiedy przyszła jakaś znajoma matki – ja się bawię na podłodze z psem, a kobiety sobie gawędzą przy stole. I dialog: „…rośnie, wkrótce stanie się kobietą” „ona JUŻ jest kobietą”. W głosie
    matki pobrzmiewała duma, ale dla mnie było to strasznie żenujące: mówić jakiejś obcej babie, której teraz w ogóle nie pamiętam, o moich intymnych sprawach?” – pojawiają się emocje. Duma i zażenowanie. Skąd
    się bierze taka mieszanka? Dlaczego matka jest dumna, ale Ty tego nie rozumiesz? Zna jakiś sekret, którego Ty nie rozumiesz?

    Gdyby była w tym spójność, to albo byłaby tylko duma, albo tylko zażenowanie. Czy to nie jest jakaś metafora bycia kobietą – duma i zażenowanie jednocześnie? Nie chodzi mi o „stanie się kobietą”, tylko
    o bycie kobietą na co dzień. Że trochę to fajne, a trochę obciachowe. Czy mężczyźni mają takie rozkminy? Czy to „ciało Cię zdradziło”? Czy masz teraz jakiś sekret (stałam się kobietą), którego musisz pilnie
    strzec, żeby nikt się nie dowiedział, bo… to wstyd? To nie zostanie zrozumiane? Grozi Ci wyśmianie? Bycie kobietą jest zbyt intymne? A może trzeba czasu i np. rytuału przejścia, aby oswoić się z tym, że coś się zmieniło, że teraz jesteś kobietą? A może potrzebujesz od mamy i innych osób usłyszeć: to, co się dzieje jest OK, akceptujemy Cię jako kobietę, szanujemy Cię. Albo: Twoje ciało Cię nie zdradziło, wszystko jest ok, nie musisz tracić energii na ukrywanie się przed nami, my to znamy i rozumiemy?

    A może chodzi o to, że ludzie traktują okres jako niewygodny temat i trochę głupio, że kobiety go mają, bo niezręcznie o tym mówić, a całkowicie go ukryć jednak się nie da? Tu przypomina mi się ta scena z filmu „Nie czas na łzy”.

    „Przekroczyło moje granice prywatności.” – rozumiem i współczuję. I znów pytanie: dlaczego tak wiele mam sobie pozwala na to w tym zakresie? Dlaczego to takie nagminne, że taka intymna i trudna sprawa staje się nagle tajemnicą Poliszynela? Przecież to przynosi tylko stres i zalęknienie wielu dziewczynkom. I taki wdruk „ukryj się, to będzie łatwiej, nie będą o Tobie gadać”. Dlaczego o czyjejś prywatnej, intymnej sprawie można tak nietaktownie i bez szacunku opowiadać sąsiadom czy rodzinie? Czy to zachowanie łamie kontakt matka-córka? Czy oddziela? Czy wtedy wiele z nas uczy się „na wszelki wypadek” ukrywać swoją intymność i emocje przed mamą (i innymi), żeby nas nikt tak nie zdradził?

    „sednem kobiecości nie jest dla mnie rola pełniona w przedłużaniu dalej gatunku ludzkiego – dla mnie też nie jest. Ale być może wiele kobiet i osób tak tylko to rozumie, właśnie dlatego, że u nas się nie mówi o falach energii w ciele (dlaczego ten tryb kocyk+herbata?), o tym, że rytm życia kobiety jest trochę inny niż „reszty ludzi”, że można za nim iść albo być do niego w kontrze (co często powoduje ból). Że ta falująca energia naturalnie wspiera różne nasze projekty. Że krew wymusza takie trochę zanurzenie się w sobie i kontakt z własną głębią, dlatego te kobiety, które wchodzą w siebie, mogą wyśnić, wymarzyć często nowe projekty, to nie są zajęte robieniem, tylko sobą – mogą coś wyśnić z siebie. Więc dla wielu kobiet to okres ciszy i twórczości wewnętrznej. Że z krwią można puścić stare i robi się miejsce na nowe w życiu. Że ten proces wewnętrznego umierania – czyli biologia – naprawdę wspiera.

    Cykl (i miesiączka) to jest narzędzie, które niektóre kobiety mają w ciele i mogą się nim wesprzeć. To zazwyczaj wspiera i ubarwia życie. Jak się nie wie, że tak może być, to jest tylko „fizjologia”. Ale ta „fizjologia” dzieje się także w emocjach, w psychice. Jak się do tego dołoży dużą dawkę wstydu i wdruk na ukrywanie (bo to prywatna sprawa) i wniesie tę jakość 3-5-7 dni w miesiącu na cały miesiąc, to widać, że wleczemy za sobą taki ogon. Takie niezrozumienie siebie, emocji, często bólu, niechęci do ciała (jeśli boli), lub też wdruk brudu (miesiączka=seks-brud) i można się czuć nieswojo, że to się w naszym ciele dzieje, ciało zdradza. I sądzę, że to ma wpływ nie tylko na nasze funkcjonowanie w czasie krwi, ale w ciągu całego miesiąca. Różne obawy, lęki, niechęci. Że to trochę psuje życie – szczególnie jak się miesiączki nie lubi – bo jej widok gdzieś tam na horyzoncie jest.

NOEMI
Warszawa

Cześć, mam 31 lat i kończę psychologię. Wkrótce będę pomagać ludziom jako life, love & sex coach. Na Noemi.Life piszę o ogarnianiu swojego życia i realizowaniu własnych celów - znajdziesz tu sporo inspiracji. Bloguję o rozwoju, zdrowym stylu życia i pozytywnym podejściu do seksualności. Chętnie poznam fajnych ludzi - takich jak Ty. Rozgość się i porozmawiajmy w komentarzach oraz na fanpage'u.

Bezpłatny kurs rozwoju osobistego
Archiwa