Praca i kariera

Czy pracowanie nie-w-zawodzie to porażka?

Autorstwa z dnia 24 listopada 2015
Co można robić po politologii? A po dziennikarstwie? A po kulturoznawstwie? Studenci kierunków humanistycznych i społecznych często słyszą takie pytania. Przeważnie są wobec nich zupełnie bezbronni, bo przecież jeszcze nie ukończyli tych studiów, znają mało absolwentów i nie wiedzą za dobrze, jak wygląda rynek pracy.

Paradoksalnie odpowiedź bardzo wiele nie pomaga. Ostatnio rozmawiałam z niedoszłym studentem politologii. Ze względu na obawy, że nie zostałby znanym i osiągającym sukcesy politykiem, zrezygnował z tego kierunku, mimo że to jego One True Love. Próbowałam mu wyjaśnić, że przecież studia to nie jest Wyższa Szkoła Zawodowa, a bycie politykiem to nie jedyna możliwa kariera absolwenta politologii – można także pracować w ministerstwach, urzędach, mediach, na uniwersytetach itp. albo robić coś niezwiązanego z kierunkiem studiów.

Uznał to za absolutną porażkę. Bo przecież nie po to ktoś studiuje w pocie czoła różne wzory i tabele chemiczne, żeby potem rozkładać chemię w supermarkecie, powiedział.

Abstrahując od faktu, że mówiłam o lepszych karierach niż praca w Carrefourze (np. znam absolwenta chemii, który jest dyrektorem finansowym na całą Europę w międzynarodowej firmie kosmetycznej), praca nie-w-zawodzie jest całkiem spoko.

Kiedy szłam na studia psychologiczne, podczas dnia otwartego dowiedziałam się, że tylko 7% absolwentów psychologii pracuje w zawodzie, ale absolwenci tego kierunku są rozchwytywani w najbardziej różnorodnych miejscach pracy ze względu na swoje uniwersalne kompetencje.

Oczywiście ja chciałam być w tych 7%. Byłam przekonana, że kto jak kto, ale ja na pewno będę w tych 7%. Nie mogłam się tylko zdecydować, czy pragnę być w pierwszej kolejności wykładowcą akademickim, czy może psychoterapeutą, albo może coachem. I myślę, że każdy świeżo upieczony student, który jeszcze nie pracował w żadnym poważniejszym miejscu, chciałby dla siebie takiej kariery. To naturalne.

Teraz, kiedy nie pamiętam już, który rok uważa się za początek psychologii (wiem jeszcze, że chodzi o Wundta), mam zupełnie inne podejście. Nasiąkłam psychologią. Z wiedzy i umiejętności nabytych na studiach korzystam praktycznie codziennie – zarówno w życiu codziennym, jak i w pracy zawodowej, a także w relacjach międzyludzkich. Szczegóły zatarły się w mojej pamięci, ale sposób myślenia i postawa – pozostały. Psychologia stała się moim narzędziem, czymś w rodzaju trzeciej ręki, trzeciego oka i ucha oraz drugiego języka.

I o to chodzi w studiach. Nie musisz pamiętać wszystkiego, co było na każdym egzaminie i zaliczeniu (ja na studiach miałam łącznie prawie 90 przedmiotów!). Masz wziąć ze studiów to, co Ci się przyda w dalszym życiu. To wcale nie musi być znajomość jakiegoś skomplikowanego wzoru czy definicji – to może być po prostu nieco bardziej krytyczne i świadome podejście do pewnego wycinka rzeczywistości, być może połączone z wyspecjalizowaniem się w jednym z tysięcy tematów poruszonych na studiach.

A jeżeli studiujesz teraz jakiś kierunek humanistyczny lub społeczny, to koniecznie zapamiętaj, że Twoja wyuczona na studiach perspektywa ma znaczenie. W cyfrowym świecie pełnym nowych technologii wciąż potrzebujemy humanistów – być może bardziej niż kiedykolwiek. Tak więc ceń siebie wysoko i pamiętaj, że nie idziesz na studia po zawód. Idziesz na studia po to, aby się rozwijać i aby zgłębić pewien wycinek rzeczywistości.

TAGI
PODOBNE WPISY
  • W tej chwili chyba bardzo wielu studentów nie poszło na studia ani po to, żeby się rozwijać, ani po to, żeby zdobyć zawód. Po prostu idą na studia.
    Wpis bardzo życiowy i jakby na mnie skrojony – Informatyka i Zarządzanie na PWr skończone, a po 6 latach pracy w korpo-banku zostałem projektantem wnętrz. I jakoś nie uważam, że przegrałem życie 😀

  • „albo robić coś niezwiązanego z kierunkiem studiów.” – to mam trochę mieszane uczucia co do tego tematu… bo jeśli można robić coś niezwiązanego z kierunkiem studiów, to po co w ogóle się męczyć te 5 lat? I czemu na tym kierunku a nie na innym? A: „Masz wziąć ze studiów to, co Ci się przyda w dalszym życiu.” – tak można powiedzieć o wszystkim. Pracowałem już w różnych miejscach (samych nie wymagających kwalifikacji, no bo wszak żadnych studiów nie skończyłem ani nawet nie zacząłem porządnie 😉 ) ale z każdego też wziąłem trochę tego, co mi się przyda w dalszym życiu – nadal nie widzę w takim razie przewagi studiów nad nie-studiowaniem 😉

    • Jeżeli ktoś się męczy na studiach, to albo wybrał zły kierunek, albo w ogóle się na studia nie nadaje. Nie każdy musi mieć wyższe wykształcenie. Wyższe wykształcenie jest dla tych, którzy intelektualnie chcą czegoś więcej od życia, mają jakieś pasje i zainteresowania i chcą zgłębić jakąś – konkretną – dziedzinę wiedzy oraz uzyskać związane z nią umiejętności. Jasne, że przy okazji studia przygotowują też do pracy w tej branży, ale w większości sytuacji dzieje się to właśnie „przy okazji”.

      • „Męczyć” miałem na myśli, że trzeba trochę wysiłku w to studiowanie włożyć i nie jest to wysiłek wynagradzany od razu (brak comiesięcznej wypłaty).
        Ale ok, może masz rację, tylko w takim razie warto by było otwarcie mówić po co się studiuje (że nie dla zawodu) i promować też bardziej inne ścieżki kariery. No weźmy np. tego wykładacza chemii w supermarkecie – Polska (z resztą każdy kraj) potrzebuje takich pracowników, jakby zrobić sensowne szkoły zawodowe i podnieść trochę ich prestiż, to by wszystkim wyszło na dobre.
        Chociaż inną sprawą jest że 10 lat temu nie miałem pojęcia co chcę w życiu robić… 3 lata temu też nie miałem. Wiem dopiero dziś ale na taki zawód sam bym nie wpadł, musiałem dopiero zawodowo na to trafić 😉

  • Vandrer pisał o tym kiedyś u sobie, że w przypadku humanisty praca w zawodzie nie istnieje. I to nie jest nic złego bo tutaj chodzi o uniwersalne kompetencje i szerokie perspektywy a nie skupianie się na jednej ścieżce kariery. Dobry tekst:)

    • Ups 🙂 Tak mi chodziło po głowie, że gdzieś niedawno o tym „nie w zawodzie” coś czytałam i fajnie byłoby się odnieść, ale za nic nie mogłam sobie przypomnieć, który to był blog. A to Twój!

      • To by znaczyło że Vandrer inspiruje – wielki szok i miła informacja w ten mglisty dzień:) humanistyczni bezzawodowcy wszystkich krajów łączmy się – czy jakoś tak:):)

  • Zupełnie się z Tobą zgadzam! Ja również po psychologii i mimo ze pracuję zawodowo w zupełnie innej branży to jednak spojrzenie na ludzi i świat nieco się zmienił po studiach :).
    A czy zawodowo sie zajmujesz Noemi jeśli mogę spytać? 🙂

    ps.Masz pięknego i bardzo profesjonalnego bloga 🙂

    • Awwwww, dziękuję za komplement! Staram się, to nie jest mój pierwszy blog, ale mam straszny problem z systematycznością.

      Obecnie robię proste strony, zajmuję się fanpejdżami (ze średnim efektem), piszę teksty i podejmuję różnych prac dorywczych. Takie typowe życie freelancerki. Studiów jeszcze nie skończyłam, został mi jeden przedmiot i magisterka – a po obronie planuję iść w coaching, najchętniej sex coaching. To droga ścieżka kariery, ale liczę że mi się uda. Kontakty mam, więc jest dobrze 😀

      A Ty w jakiej branży działasz?

      • Oo- sex coaching! 😉 Ciekawe- i niszowe chyba wśród kobiet.
        Ja totalnie przez przypadek w branży fitness ;).
        Trzymam zatem kciuki za realizacje celów i ten dream job 😉

NOEMI
Warszawa

Cześć, mam 31 lat i kończę psychologię. Wkrótce będę pomagać ludziom jako life, love & sex coach. Na Noemi.Life piszę o ogarnianiu swojego życia i realizowaniu własnych celów - znajdziesz tu sporo inspiracji. Bloguję o rozwoju, zdrowym stylu życia i pozytywnym podejściu do seksualności. Chętnie poznam fajnych ludzi - takich jak Ty. Rozgość się i porozmawiajmy w komentarzach oraz na fanpage'u.

Bezpłatny kurs rozwoju osobistego
Archiwa