Praca i kariera Rozwój osobisty

Czy rzeczywiście bez wyższego wykształcenia nie dostaniesz pracy?

Autorstwa z dnia 15 listopada 2015
Niedawno spotkałam się z grupką znajomych w Południku Zero. Spędziłyśmy razem kilka świetnych godzin, dyskutując, rozmawiając i plotkując na najróżniejsze tematy – od związków, poprzez pogodę, politykę, studia, blogowanie, prawa ludzi i zwierząt… aż po pracodawców i zarobki. W pewnym momencie moja koleżanka powiedziała – tonem wyjaśniającym – że przecież teraz niemal wszyscy pracodawcy żądają wyższego wykształcenia, tak przynajmniej piszą w ogłoszeniach. I nawet nie precyzują, jakiego chcą kierunku – po prostu chcą ukończonych studiów.

Tak się składa, że trochę rynek pracy znam – uroki przyjaźnienia się z pracodawcami i doradczynią zawodową (polecam jej bloga, Zapiski na marginesach – dopiero się rozkręca, ale już ma kilka bardzo użytecznych wpisów). I wiem, że ogłoszenia nie oddają rzeczywistości.

Zacznijmy od tego, że ogłoszenia o pracę pracodawcy najczęściej dają w desperacji, kiedy nie znaleźli w swoim otoczeniu nikogo, kogo chcieliby zatrudnić. Pracodawcy nie lubią bowiem zatrudniać ludzi totalnie z zewnątrz, anonimowych i niepewnych. Szybciej, taniej i bezpieczniej jest zrekrutować kogoś z wewnątrz firmy, poszukać w gronie znajomych lub popytać pracowników, czy znają kogoś, kogo mogliby polecić. Jak się nad tym zastanowić, jest to całkowicie logiczne. Też nie chcemy pierwszego lepszego fachowca z ogłoszenia – wolimy kogoś już sprawdzonego przez nas lub kogoś, komu ufamy.

Zatem nasz pracodawca ma pecha. Nikogo nie znalazł i zostaje mu zatrudnienie człowieka z ulicy. Musi więc jakoś tego kandydata scharakteryzować. I wie, że dostanie multum aplikacji. Tak około 300, czy nawet 500, z czego większość będzie się nadawała tylko do kosza. Opisuje więc swojego idealnego kandydata, a potem tonie w powodzi mniej lub bardziej adekwatnych CV.

Wymóg wyższego wykształcenia (nie kierunkowego, tylko jakiegokolwiek) często służy selekcji. Zdobycie wyższego wykształcenia w pewnym sensie nobilituje kandydata. Stanowi jako takie potwierdzenie tego, że jest nieco bardziej kumaty i kulturalny niż większość, że umie myśleć i rozwiązywać problemy, że coś w życiu osiągnął. Oznacza też, że nie jest nieopierzonym maturzystą albo zabieganym studentem.

Niektórzy pracodawcy podchodzą do swoich wymagań sztywno i odrzucają aplikacje wszystkich niemagistrów – choćby po to, żeby ułatwić sobie wybranie tych kilku osób, które zaprosi się na rozmowę, choć oczywiście zdarzają się i tacy, którzy traktują wyższe wykształcenie snobistycznie i kijem by nie tknęli kogoś, kto ma jedynie maturę (brr, co za podejście). Innych można przekonać, że co prawda nie ma się wyższego wykształcenia, ale i tak nadaje się na to stanowisko.

Tak więc widoczna w ogłoszeniach presja na wyższe wykształcenie jest częściowo pozorna. Wbrew temu, co by się mogło wydawać, bez wyższego wykształcenia da się znaleźć pracę. Często wystarczy, że ktoś Cię pozna i poleci (o tym, jak dać się poznać, napiszę innym razem). Wiele innych drzwi otworzy dobra argumentacja – czyli wyróżniające się CV i przekonujący list motywacyjny.

Oczywiście wciąż lepiej mieć wyższe wykształcenie niż go nie mieć. Nie da się zaprzeczyć, że wyższe wykształcenie daje na rynku pracy pewną przewagę. Jednak posiadanie bądź nieposiadanie przewagi na tym polu wcale nie determinuje wyniku rekrutacji. Na Twój profil kandydata i Twoje CV składa się wiele różnych danych. Zawsze więc może się okazać, że dla tego konkretnego pracodawcy ważniejsze będą projekty, umiejętności, doświadczenie, wiedza. Ba, Twoim atutem, który zadecyduje o zaproszeniu Cię na rozmowę, może okazać się w zasadzie wszystko… łącznie z tym, że Ciebie, podobnie jak rekrutera, pasjonuje muzyka barokowa.

Warto też pamiętać, że nie każdy pracodawca wymaga wyższego wykształcenia. Naprawdę są tacy, którzy poznali za dużo głupich, chamskich, nieprofesjonalnych magistrów, doktorów a nawet profesorów, by przywiązywać uwagę do faktu skończenia studiów. Szczególnie teraz, kiedy rzeczywiście byle matoł to potrafi.

Tak więc jeżeli z jakiegoś powodu nie masz mgr przed nazwiskiem – głowa do góry!

*

PS. Byłam dzisiaj w Empiku – sezon na kalendarze w pełni. Tymczasem ja wszędzie chodzę z moim planerem na zamówienie (zobacz). Jest cudowny. Tak cudowny, że już kilka moich koleżanek spisało sobie adres i postanowiły zamówić swoje własne!

TAGI
PODOBNE WPISY
  • Nawet bardzo podstawowa umiejętność programowania pozwala znaleźć pracę i bez (sic!) matury. Znam kilka przypadków. Pracowałam w firmie, w której o zatrudnieniu informatyka (na okres próbny) decydował li i jedynie test, nic poza tym. Jeśli podczas próbnego miesiąca przychodzi w miarę na czas i z grubsza rozumiał polecenia, dostawał propozycję pracy. Tym sposobem pracowało tam kilku… uczniów technikum.

  • Sama jesteś wyjaśniający ton.

NOEMI
Warszawa

Cześć, mam 31 lat i kończę psychologię. Wkrótce będę pomagać ludziom jako life, love & sex coach. Na Noemi.Life piszę o ogarnianiu swojego życia i realizowaniu własnych celów - znajdziesz tu sporo inspiracji. Bloguję o rozwoju, zdrowym stylu życia i pozytywnym podejściu do seksualności. Chętnie poznam fajnych ludzi - takich jak Ty. Rozgość się i porozmawiajmy w komentarzach oraz na fanpage'u.

Bezpłatny kurs rozwoju osobistego
Archiwa