Kultura

Powrót do magicznego świata J.K. Rowling

Autorstwa z dnia 26 listopada 2016
Nie interesowałam się „Fantastycznymi zwierzętami”. Nie czytałam o obsadzie, nie oglądałam zwiastunów, nie śledziłam spojlerów. I nie spodziewałam się niczego szczególnego. Owszem, wiedziałam, że pójdę do kina: powrót do uniwersum Harry’ego Pottera to coś, czego fanka z kilkunastoletnim stażem na pewno nie przegapi, ale…
Mania na tle świata J.K. Rowling już mi minęła.
Tak sądziłam.

A potem zasiadłam w sali kinowej, rozległa się znajoma muzyczka, pojawiło się nazwisko Grindelwalda – i wsiąkłam. Na amen.

„Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć” to nie jest „Harry Potter 0”. To zupełnie samodzielny film, który jest… lepszy niż wszystkie ekranizacje „Harry’ego Pottera” razem wzięte. Oczarował mnie właśnie dlatego, że jest zupełnie niezależną historią, a nie kolejną ilustracją do książki.

Wszystkie dotychczasowe kinowe Pottery miały tę wadę, że były albo wiernym powtórzeniem adaptowanej powieści (znanej na pamięć), albo były impresją na jej temat, przeważnie chaotyczną i niepełną, traktującą najważniejsze wątki po łebkach – a przez to o wiele gorszą niż książka.

Tymczasem najnowszy film Rowling i Yatesa jest wolny od tych wad, bo powstał na podstawie przeglądu baśniowych stworów, a nie historii z fabułą. Od początku pomyślany jako hit filmowy, jest dziełem spójnym i na wskroś magicznym.

Tak, magicznym, bo to ten sam świat czarodziejów. Inny czas, inne miejsce i nieco inne problemy, ale to samo uniwersum i te same wartości. Nie trzeba znać „Harry’ego Pottera”, żeby obejrzeć „Fantastyczne bestie” z dużą przyjemnością, ale jeśli zna się dobrze świat czarodziejów, z pewnością doceni się takie detale, jak symbol podarowany przez Gravesa, krótka dyskusja o najlepszej szkole magii, szalik Newta. Mnie się w każdym razie podobało! I to znacznie bardziej niż Pottery. Zmiana czasu i miejsca zrobiła filmowi rewelacyjnie!

Film kradną tytułowe fantastyczne zwierzęta, które rzeczywiście są fantastyczne. Baśniowe, zabawne, urocze – chyba żadnego widza nie będzie dziwiło przywiązanie Newta do nich. Świetny jest również Jacob Kowalski – jeden z bohaterów filmu, na pozór najzupełniej przeciętny facet (niemag, czyli po brytyjsku mugol), który zostanie przypadkiem wplątany w niezwykłą przygodę. Nie sposób też nie kochać Newta z jego nieśmiałym uśmiechem, nawet jeśli w pewnym sensie aktor gra samego siebie z innego filmu (dla mnie to kinowy następca Hugh Granta: równie uroczy, psotny i niewinny). Jest też kilka ciekawych postaci kobiecych, choć na mnie największe wrażenie zrobiła dziewczynka bezdusznie śpiewająca dziecięce wyliczanki o… torturach, jakim poddane zostaną wiedźmy. Mała rzecz a mrozi. Na długo.

„Fantastyczne zwierzęta” są adresowane raczej do dorosłego fana magicznego świata niż do młodego widza. Dziecko wprawdzie zachwyci się magicznymi zwierzętami (jest ich mnóstwo i są urocze), ale nie nadąży za fabułą, będzie skonsternowane wątkiem romantycznym, przestraszy się nie raz i nie polubi zakończenia. Bo „Fantastyczne zwierzęta” to dość mroczne kino (porównywalne pod tym względem z „Władcą Pierścieni”), którego – w przeciwieństwie do „Insygniów śmierci” – nie zepsuto lukrowatym finałem. I choć wyszłam z kina zła na niektóre rozwiązania fabularne (jeśli widzieliście, to na pewno wiecie, które), to właśnie one finalnie zadecydowały o moim zachwycie. Słodka bajeczka dla dzieci oglądałaby się pewnie przyjemniej, ale ja jestem już na takie rzeczy za stara i uważam, że film, w którym pojawia się kara śmierci (brr), nie powinien kończyć się sztampowym „i żyli długo i szczęśliwie”.

Wracając do dorosłych fanów, na koniec sala klaskała – tak bardzo widzowie docenili fakt, że zwrócono im dzieciństwo. Sama najchętniej zawróciłabym w kinie na pięcie i kupiła bilet na jeszcze jeden seans.

Oczywiście można filmowi zarzucać wady (żonglowanie kliszami, niespójność, słabą główną bohaterkę, kontrowersyjny plot twist w finale), ale tak dobrze nie bawiłam się w kinie od czasów pierwszych „Piratów z Karaibów”. Chcę więcej. Chcę fanficty, DVD, kontynuacje.

A teraz czytam „Księcia Półkrwi”. Pieczątka w książce mówi, że minęło prawie 11 lat od nocnej premiery tej książki.

Jestem stara. I kocham świat J.K. Rowling!

„Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć” to wyjątkowy ukłon w stronę dorosłych fanów magicznego świata. Koniecznie musicie je zobaczyć!

TAGI
PODOBNE WPISY
  • Och, spokojnie, cała seria na pewno skończy się lukrem.

  • Uwielbiam Pottera, uwielbiam Rowling, chyba do końca życia z tego nie wyrosnę. A fakt, że miałam 12 lat, kiedy ukazała się pierwsza część (czyli byłam rok starsza od bohaterów, co znaczy, że sowa z moim listem z Hogwartu ostro zabłądziła) dodatkowo sprawia, że czuję więź – dorastaliśmy razem. Nie bardzo wiedziałam, jak można zekranizować „Fantastyczne zwierzęta”, a tu proszę: można! I to naprawdę dobrze! Nie byłam w kinie, ale po Twojej recenzji nabrałam jeszcze większej ochoty na seans 🙂

NOEMI
Warszawa

Cześć, mam 31 lat i kończę psychologię. Wkrótce będę pomagać ludziom jako life, love & sex coach. Na Noemi.Life piszę o ogarnianiu swojego życia i realizowaniu własnych celów - znajdziesz tu sporo inspiracji. Bloguję o rozwoju, zdrowym stylu życia i pozytywnym podejściu do seksualności. Chętnie poznam fajnych ludzi - takich jak Ty. Rozgość się i porozmawiajmy w komentarzach oraz na fanpage'u.

Bezpłatny kurs rozwoju osobistego
Archiwa