Żyć mimo depresji

A po hipomanii przychodzi depresja

Autorstwa z dnia 29 listopada 2016
Rutyna oraz przestrzeganie jakiegoś rytmu dobowego i innych zasad zdrowego funkcjonowania (takich jak odpoczywanie po wykonaniu pewnej porcji pracy) jest dla dwubiegunowca bardzo wskazane.

Przede wszystkim dlatego, że nawet drobne odstępstwa mogą spowodować huśtawkę nastrojów.

Normalny człowiek, jeśli przez jakiś czas będzie zapieprzał jak mały robocik nad konkretnym projektem, w pewnym momencie odczuje zmęczenie i będzie musiał zwolnić. To naturalne. (Tak przynajmniej słyszałam).

Co tymczasem robi taka Noemi?

Noemi najpierw jedzie na urlop, gdzie w zasadzie prowadzi bardzo zdrowy tryb życia: trzy posiłki o regularnych porach przegryzane owocami, wstawanie i chodzenie spać wtedy, kiedy większość, równowaga pomiędzy odpoczynkiem a odrobiną pracy – no ale jest poza domem i wypada ze swojej codziennej rutyny.

Potem Noemi wraca i przez cztery i pół dnia wdraża się do codziennego życia. Teoretycznie powinna wstawać rano, pracować, iść na siłownię, zjeść obiad, odpocząć, popracować jeszcze trochę i relaksować się wieczorem. Tak przynajmniej zakłada plan dnia, który Noemi opracowała sobie na urlopie i który nie uwzględnia potrzeby „powrotu do siebie” po prawie dwóch tygodniach spędzonych inaczej niż zwykle. W praktyce zatem Noemi przez większość czasu się „obija” (własnym zdaniem!), nabierając poczucia winy (sic!), mimo że coś tam nawet konstruktywnego zrobiła, zarobiła jakieś pieniądze oraz grzecznie rejestrowała każdy wydatek w programie do budżetu domowego (urlop był naprawdę bardzo odkrywczy). Gdyby nie to poczucie winy, byłoby dobrze i w zgodzie z zapotrzebowaniem energetycznym…

W piątek wieczorem pojawia się impuls do pracy. Blog zaczyna działać po dwudniowej awarii (pozdrawiamy Zenboksa, Hosting Pełen Zmartwień), a Noemi zmienia się w mały robocik, który zapierdala po Pintereście i blogosferze, spisuje inspiracje do świeżo założonego zeszytu (13 stron w dwa dni!) i działa, działa, działa. A to zmienia szablon, a to tworzy hiperambitny harmonogram wpisów, a to wymyśla gratisy do listy mailingowej, a to uczy się Canvy, a to zasypuje zaprzyjaźnionego grafika listą zadań… Wszystko, żeby było weselej, podczas weekendu zjazdowego, tak więc po drodze zaplątały się też studia i poprawienie prezentacji zaliczającej przedmiot oraz wysłanie jej prowadzącemu.

Noemi wreszcie jest z siebie zadowolona. Oczywiście nie zauważa jeszcze, że to hipomania. O wgląd w chorobę znacznie łatwiej podczas depresji, kiedy uwaga kieruje się do wewnątrz. Co prawda nie jest to zdrowy wgląd, ale przynajmniej ma szansę się pojawić. Hipomania tymczasem jest ślepym działaniem.

Przychodzi poniedziałek. Śnieżny, zimny i ponury. Noemi budzi się o świcie, zapieprza nad blogiem, sprząta pokój na spotkanie z kolegą, spędza miło popołudnie, a potem odkrywa, że chce dalej działać, ALE!

Ale nie ma na nic siły i, co gorsza, ma narastającego doła z powodu własnej nieproduktywności.

Ale chce zabić swojego klienta za wysyłanie SMS-ami pytań dotyczących zlecenia (jak on śmie mieć dodatkowe pytania?!).

Ale najchętniej to zwinęłaby się pod kocykiem i już spod niego nie wychodziła, mimo że skończyła się kawa i nie ma nic do jedzenia.

Ups. Skąd my to znamy? Czyżby to była konsekwencja wymęczającej hipomanii…?

Telefon do przyjaciela, dodatkowa tabletka, kocyk. Spać.

Gdzieś tam w tle Współlokator kupuje kawę i jedzenie, karmi koty, podaje im lekarstwa, w końcu pyta, czy zgasić światło. Noemi każdorazowo wybudza się na moment, odpowiada konstruktywnie na pytania i śpi dalej. W którymś momencie wychodzi z ubrań, wydobywa ze skrzyni na pościel kołderkę i zapada w kolejny sen.

Noemi przesypia cały wieczór i całą noc. Łącznie kilkanaście godzin. Trzeba kiedyś zregenerować siły po pracowaniu nad projektem do trzeciej w nocy.

O świcie Noemi budzi się, wypija kawę i zapierdala dalej, aż w końcu przytomnieje i ogłasza strajk. Tak to funkcjonowała parę lat temu. Teraz jest mądrzejsza: napisze notkę dokumentującą ten stan i pójdzie dla odmiany porobić coś sensownego. Na przykład wypije dobrą herbatkę i poczyta dalej „Harry’ego Pottera i Księcia Półkrwi”.

Relaks to jest to. Relaks nie mieści się w spektrum dwubiegunowych nastrojów. Razem z lekami powinien pomóc to ogarnąć.

***

Hipomania: parę słów komentarza

Najgorsze w hipomanii jest to, że wydaje się konstruktywna, zwłaszcza w trakcie. Może prowadzić do szybkiego wygenerowania dużej ilości dobrych (!) pomysłów i posuwa plany naprzód. Tylko że nie jest zdrowa. Od produktywności różni się w moim przypadku mniej więcej tym, czym pracoholizm różni się od pracowitości – chorobliwym brakiem zrównoważenia.

Mnóstwo dwubiegunowców docenia hipomanię (i uważa ją za pożądany stan!), bo wiąże się z kreatywnością i dużą aktywnością intelektualną i/lub fizyczną przy zmniejszonym zapotrzebowaniu na tak „niepotrzebne” czynności, jak sen, jedzenie czy odpoczynek. Również samoocena jest wtedy wyższa. Chorzy zauważają więc, że można wtedy sporo zdziałać. Sama kiedyś myślałam, że to mój normalny stan i że moja prawdziwe „ja” to osoba, którą jestem podczas hipomanii.

Pacjenci nie wiedzą bądź nie chcą wiedzieć, że w tym stanie ich umysły po prostu się fajczą. Nie siedzę w neuropsychiatrii, ale wiem od mojej lekarki, że neuroprzekaźniki rozbijające się po ogarniętym manią mózgu prowadzą do trwałych zniszczeń znacznie szybciej, niż kiedy chory ma depresję. Przyznam, że zrobiło to na mnie wrażenie.

No a depresja następująca po hipomanii, kiedy organizm wreszcie powie „dość!”, jest (u mnie) właściwie gwarantowana. Nagły spadek i energii, i samooceny… niepokój, który się z tym wiąże… Oj, boli.

Tak więc lepiej – zdrowiej i przyjemniej – jest nie doprowadzać się do takiego stanu.

***

Idę odpoczywać. Z „Harrym Potterem”, mimo że obok mnie leży „Social Media Start”. Żadnych inspiracji. Czysty relaks!


Zobacz także:

Codzienne życie z chorobą psychiczną

TAGI
PODOBNE WPISY
  • Mnie w samej hipomanii najbardziej przeraza właśnie ten dołek już „po”. Masakra. Tym bardziej, że hipo kusi.

  • Przeczytałem uważnie, zrozumiałem.
    Chociaż przeczytałem uważnie i zrozumiałem, to jednak trochę Ci tej hipomanii – przynajmniej czasami – zazdroszczę. Pies drapał te neuroprzekaźniki, ale ile bym zrobił pożytecznych rzeczy, gdyby i mnie czasem dopadło. No ale niestety, gdy rozdawali ChAD, ja stałem w kolejce po trądzik.

    • Trądzik przynajmniej można wyleczyć ;P

  • Kicur

    Omg.
    W zeszłym tygodniu moja współlokatorka miała ból gardła i gorączkę – w czwartek była na imprezie do 4 nad ranem, w piątek wieczorem w kinie, w sobotę rano wstaje i mówi mi: „Wiesz co, jeszcze bardziej boli mnie gardło i mam 37.5… myślę, czy nie iść do lekarza (internisty), jak sądzisz?”
    „Sądzę, że lekarz też powie, że musisz się wyleżeć w ciepłym łóżku…”
    „Ale ja czuję się jeszcze gorzej leżąc w łóżku, bo mam ADHD i rozpiera mnie energia.”
    I poszła w tę sobotę do kina i na imprezę do klubu.

    Dziś wieczorem wróciła z pracy, pytam, jak gardło… „Dalej nie za dobrze. Ale wiesz, po tym imprezowym weekendzie mam mniej siły, nie mam ochoty długo siedzieć w pracy i czuję się przymulona…”

    :/

  • Mam wrażenie, że przypadek który opisujesz z jednej strony jest mi zupełnie obcy, z drugiej; każdy z nas mógłby chyba tu odnaleźć część siebie. Druga spraw, że Hipomania jest chorobą cywilizacyjną, więc warto się mieć na baczności 🙂

NOEMI
Warszawa

Cześć, mam 31 lat i jestem ambitną dziewczyną, którą los doświadczył wredną, przewlekłą chorobą: dwubiegunówką. Mimo problemów ze zdrowiem nie poddaję się i dążę do osiągnięcia swojego celu, jakim jest pomaganie ludziom jako life, love & sex coach. Prowadzę dwa blogi: profesjonalny (noemi.help) i osobisty (noemi.life). Tu piszę o ogarnianiu swojego życia i realizowaniu własnych celów. Bloguję o rozwoju, zdrowym stylu życia i pozytywnym podejściu do seksualności. Znajdziesz tu sporo inspiracji, a ja chętnie poznam Cię bliżej! Rozgość się i porozmawiajmy w komentarzach oraz na fanpage'u.

Bezpłatny kurs rozwoju osobistego
Archiwa