Kultura

Jak nie pisać o wykluczeniach

Autorstwa z dnia 4 listopada 2015
Jest pewna forma retoryki, którą się zwykle po prostu nie posługuję (oby), a w którą potwornie łatwo wpaść, kiedy mówi się o problemach społecznych.

To mówienie per Oni i podkreślanie odmienności. To granie na emocjach za pomocą wysokiego C, podkreślanie, zadęcie i wielkie słowa. To litowanie się i pogardzanie, to dowartościowywanie się kosztem czyjegoś nieszczęścia lub traktowanie nieszczęścia jako uszlachetniającego.

Na świecie nie ma równości i sprawiedliwości. Jedni mają więcej czegoś, inni mają tego mniej. Ktoś może być w czepku urodzony, a innemu zawsze wiatr w oczy wieje. Ja jestem biała i mam prąd, Internet oraz hektolitry czystej wody do dyspozycji, za to ktoś inny jest w pełni sprawny i nie musi brać codziennie leków, żeby mieć jako taką gwarancję, że będzie czuć się zdrowo przez cały dzień. Taki lajf.

Mogę o tym napisać w ten sposób, a mogę zacząć opowiadać o biednych, dyskryminowanych na każdym kroku nieszczęśnikach, którzy zasługują na nasze współczucie i czekają, aż ktoś zobaczy w nich człowieka, uśmiechnie się przez moment, powie miłe słowo i poda pomocną dłoń…

Sorry, to wyżej jest słabe, powinnam to jakoś podkręcić, ale nie umiem złapać tego tonu żebrania o empatię, nie potrafię skutecznie napominać do zarejestrowania, że kaleka lub wariat to taki sam człowiek jak Ty, drogi z pewnością pełnosprawny i zdrowy na umyśle czytelniku. Tak, te teksty zawsze zakładają, że nie czyta ich przedstawiciel opisywanej właśnie grupy.

Przeczytałam niedawno – kilka godzin temu – wpis na blogu Halo Ziemia. Celem tekstu było zachęcenie ludzi do wspierania akcji Szlachetna Paczka. Jeśli chodzi o zasięg i skuteczność – sukces, przynajmniej sądząc z ilości polubień na Facebooku. Ale jeśli chodzi o język – porażka. Konrad zaczął dobrze, reportażowo, a potem wpadł w ten koszmarny ton człowieka, któremu jest dobrze i który musi podkreślić, jacy wyjątkowi są ci inni, którzy pomagają zapomnianym przez Los nieszczęśnikom.

A tam wyjątkowi. Pomagania potrzebującym uczył Chrystus, to podstawa naszej kultury (i jeden z filarów islamu). No ale dla niektórych to najwyraźniej jakieś novum, że można podzielić się tym, co się ma – czasem, pieniędzmi, jedzeniem, umiejętnościami – z tymi, którzy tego nie mają. I może do tych ludzi rzeczywiście trzeba pisać tak, żeby poczuli się dowartościowani tym, że wow, szlachetność tak bardzo, szacuneczek, wow. Ale czemu kosztem pokrzywdzonych?

Styl, w który ludzie nagminnie wpadają, wprowadza niepotrzebny podział na Nas-Którym-Jest-Dobrze i Onych-Którzy-Są-Wykluczeni. I wiecie co? To jeszcze bardziej wyklucza.

Serio nie czuję się dobrze, czytając o sobie na stronie Szlachetnej Paczki, że jestem najbardziej potrzebująca, samotna, niepełnosprawna i zapomniana przez świat, że dobrze mi zrobi gest, miłe słowo, błysk w oku. Nawet jeśli to akurat prawda (zdarzało się), to maleję w oczach.

Dużo się mówi o tym, że ludzie biedni są często zbyt dumni, żeby prosić o pomoc. To dlatego, że bieda nie jest traktowana jak coś normalnego. To nie jest hej, pomożesz mi wkręcić żarówkę, bo jesteś wyższy? Jak to wygląda – o tym za moment.

Ostatnio najbliższa przyjaciółka mnie opieprzyła, że jej nie powiedziałam, że nie mam za co jeść. No tak się akurat złożyło, gorszy moment finansowy, już jest sporo lepiej. Przyjechała nazajutrz po interwencji mojego przyjaciela, z torbą jedzenia. To w naszej relacji normalne, pomagamy sobie na multum sposobów, i w sumie powinnam umieć ją sama poprosić. Ale akurat nam się ciut rozluźnił kontakt, poza tym od dawna nie potrzebowałam pomocy i w efekcie znowu wpadłam w udawanie, że nie jest jeszcze tak źle zamiast powiedzieć cześć, wpadniesz do mnie jutro z jakimś chlebem czy czymś?

Z biedą przeważnie jest tak, że trzeba się poniżyć. Trzeba zrobić hej, ty tam wielki i potężny na górze, czy zechciałbyś poświęcić mi chwilkę swojego czasu, żeby wysłuchać pokornej prośby skromnego człowieczka? Bo widzisz, mnie jest bardzo źle, tak źle, że chyba zasługuję na twoją uwagę, czy zechciałbyś więc być tak szlachetny i oddać mi odrobineczkę swojego majątku? No i wielu ludzi na to nie stać psychicznie. Nie chcą wejść w taką rolę, nie chcą przyznać, że jest aż tak tragicznie, że powinni iść do olbrzyma i się przed nim korzyć. Chyba że są pasożytami, pasożyt wstydu nie czuje.

Ostatnie, czego ludzie dotknięci biedą potrzebują, to pogłębianie podziału na Nas Bogatych i Onych Biednych. Nikt nie chce być Innym ani Gorszym, więc ludzie często jak się da ukrywają swój prawdziwy status finansowy, nie zgłaszają swojej sytuacji do OPS, nie korzystają z paczek żywnościowych, darmowych obiadów czy specjalnych sklepów dla wykluczanych, gdzie można kupić (to ważne, że nie dostać!) potrzebne produkty w znacznie niższej cenie.

Niewywyższanie się nad wykluczanymi jest potwornie trudne. Wymaga niesamowicie dużo świadomości oraz taktu i chyba każdy z nas się kiedyś na tym wyłożył. Ja swoich wpadek wolę nie pamiętać, ale przez tyle lat zbierania doświadczeń musiało się ich zebrać mnóstwo. Nie dziwi mnie zatem, że Konradowi drugie pół wpisu się niezbyt udało, zwłaszcza że sama Szlachetna Paczka ma naprawdę koszmarne teksty (najgorsze, że to one działają). Ale gdziekolwiek można, warto starać się zasypywać podziały zamiast budować kolejne.

TAGI
PODOBNE WPISY
  • zaciekawiony

    Celny i mądry tekst. Daje mnóstwo do myślenia. Smutne, że zawiera rys osobisty. Dla wielu stron.

NOEMI
Warszawa

Cześć, mam 31 lat i jestem ambitną dziewczyną, którą los doświadczył wredną, przewlekłą chorobą: dwubiegunówką. Mimo problemów ze zdrowiem nie poddaję się i dążę do osiągnięcia swojego celu, jakim jest pomaganie ludziom jako life, love & sex coach. Prowadzę dwa blogi: profesjonalny (noemi.help) i osobisty (noemi.life). Tu piszę o ogarnianiu swojego życia i realizowaniu własnych celów. Bloguję o rozwoju, zdrowym stylu życia i pozytywnym podejściu do seksualności. Znajdziesz tu sporo inspiracji, a ja chętnie poznam Cię bliżej! Rozgość się i porozmawiajmy w komentarzach oraz na fanpage'u.

Bezpłatny kurs rozwoju osobistego
Archiwa