Kultura

Kręgi zaangażowania. Trochę o strzelaninie w Orlando

Autorstwa z dnia 14 czerwca 2016

Krótka wymiana zdań na Facebooku o Orlando, Smoleńsku i codzienności na Bliskim Wschodzie zainspirowała mnie do przemyśleń o tym, jak to jest, że jedna tragedia rusza nas bardziej, druga mniej, a trzecia wcale.

Jak zauważyła koleżanka, nas Polaków obchodzi Smoleńsk i wałkujemy go od lat. Mnie jako jednostkę Smoleńsk teraz głównie nuży i zazwyczaj w ogóle o nim nie mówię, ale u władzy są ludzie, dla których zmarli byli bratem bliźniakiem rodziną, przyjaciółmi, znajomymi bądź rywalami. To zrozumiałe, że nadal to przeżywają. Mogę sobie tylko wyobrażać, co ta tragedia oznacza dla ocalałych – ludzi, którzy mogli być w tym samolocie, którzy przeżyli, mimo że ich bliscy stracili życie. Którzy wciąż zmagają się z żałobą wymieszaną z charakterystycznym dla ocalałych poczuciem winy i rozpaczliwie starają się znaleźć sens tego nieszczęśliwego wypadku (stąd teoria o zamachu).

Mnie i moich znajomych – czyli osoby LGBT i ich sojuszników – bardzo obeszła tragedia w Orlando, gdzie terrorysta-fanatyk wparadował do klubu LGBT i zaczął mordować młodych ludzi, którzy się tam bawili. To też zrozumiałe: choć masakra miała miejsce w innym kraju, USA jest nam bardzo bliskie kulturowo, a moi znajomi to ludzie, którzy też bawią się w gejowskich klubach. Jasnym jest, że czują solidarność z ofiarami. Jednak dla wielu innych Polaków to tylko strzelanina z obcego kraju, w której wprawdzie zginęło wyjątkowo dużo ludzi, ale ileż to strzelanin jest na świecie? Łatwo też o aktywację homofobicznych uprzedzeń, które wciąż są żywe w narodzie.

Nie dziwi zatem, że w gazetach to news ze świata (choć ze względu na swoje znaczenie polityczne i fakt, że to najkrwawsza strzelanina w dziejach tego kraju artykuły mogłyby znaleźć się na jednej ze wcześniejszych stron), że większość narodu wkrótce przestanie podchodzić do tego emocjonalnie (jeśli w ogóle tak zareagowała), a potem zapomni. Za to nacjonalistów – którzy również nie podchodzą do osób LGBT obojętnie i którym Stany Zjednoczone także są w miarę bliskie – to wydarzenie wyraźnie ucieszyło. Potworne, ale znowu w pełni zrozumiałe. A dla islamofobów to woda na ich młyn, więc też się przejmują, acz niekoniecznie homofobią czy tym, jak złe są uprzedzenia względem jakiejś grupy.

Kiedy powiedziałam przyjacielowi, że znajomi zbierają się pod ambasadą USA, żeby zapalić znicze, wymienił na jednym oddechu szereg krajów na Bliskim Wschodzie, gdzie codziennie dochodzi do podobnych tragedii, ale jakoś nikt się codziennie nie umawia pod ich ambasadami w Warszawie. I że to czysta hipokryzja.

Nie podzielam opinii o hipokryzji, niemniej jednak uwaga była celna. O Bliskim Wschodzie się nie pamięta. Nie chce się o nim myśleć. Podobnie jak o tym, ilu ludzi codziennie ginie w pracy w Chinach – kraju, gdzie życie ludzkie znaczy o wiele mniej niż u nas, a prawa pracownika i BHP… ee, jakie prawa? jakie BHP?

Bliski Wschód i Chiny nie są regionami bliskimi nam kulturowo. Większość z nas nie ma o nich wiedzy, a tamtejsi mieszkańcy są przeciętnemu Polakowi doskonale obojętni (założę sobie, że przeciętny Polak nie jest ksenofobiczny). Ot, statystyka. Jakieś tam miliony i miliardy mieszkańców Ziemi. Że giną? No giną. Życie takie.

Co innego, kiedy mieszkaniec Bliskiego Wschodu postanowi uciec ze swojego – obojętnego nam – piekła i pojawia się nagle w naszej wspólnocie krajów europejskich. W naszej kulturze. W naszym polu widzenia. Wtedy nagle staje się bardzo realny i zaczynamy żywić do niego jakieś uczucia, zależne oczywiście od naszych postaw wobec niego. Niektórzy podejdą do Obcego z życzliwością i współczuciem, inni z ostrożną rezerwą, a jeszcze inni, nastawieni ksenofobicznie i rasistowsko, zaczną mu życzyć, żeby wracał z powrotem do siebie, dał się tam zabić i nie robił problemu.
#dobryuchodźcatomartwyuchodźca

Najgorsze, że uchodźca przychodzi ze swoimi problemami, a my ich często nie widzimy, no bo wynosi je ze swojego odległego kraju. Widzimy tylko jego, Obcego. I to, że niesie zmianę. A ludzie nie lubią zmian. Ani dokładania im cudzych problemów.

To trochę smutne, że natura ludzka taka właśnie jest, ale chyba tego nie przeskoczymy. Bliższa ciału koszula niż sukmana – mówi stare powiedzenie. Najbardziej obchodzi nas to, co nas bezpośrednio dotyczy. Najmniej to, co jest nam całkowicie obce.

Na szczęście nie musi tak być. Możemy się starać robić coś ponad to, co wynika z naszej ludzkiej natury. Interesować się światem, rozwijać w sobie wrażliwość, pomagać innym, brać udział w wydarzeniach.

Coś zmieniać.

A wtedy z biegiem czasu ewoluujemy.

TAGI
PODOBNE WPISY
  • No cóż… tu też mogę jedynie napisać, że masz rację…

  • DeadSally

    Troszkę na wyrost jest teza „USA jest nam bardzo bliskie kulturowo”

    • No ale jest. Współczesna młodzież jest bardzo zamerykanizowana. Te same filmy, te same portale społecznościowe, ta sama muzyka itd. Zapożyczamy również odkrycia i paradygmaty naukowe. Są wpływy z innych krajów, ale USA dominuje, szczególnie wśród moich znajomych.

  • ja byłam pod konsulatem tylko i wyłącznie w jednym celu: aby zamanifestować poparcie dla uchodźców #MiłośćZwyciężyNienawiść 😉 i że to zdarzenie nas nie podzieli – nie jest więc tak, jak zauważył twój znajomy, że Bliski Wschód nikogo nie interesuje: jest wręcz przeciwnie, to w naszych środowiskach interesuje najbardziej 😛 najbardziej niechętne uchodźcom teksty leciały od moich znajomych cishetero którzy tak bardzo zapragnęli zaznaczyć że „Islam jest problemem” i inne bzdury

    i ogólnie to nie ma co się przejmować, mnóstwo ludzi z naszego środowiska jest zaangażowane w pomoc uchodźcom bez względu na wszystko

  • Celnie. Dało mi to do myślenia – niby to, co obce jest nam dalekie, a nawet nie w smak ( dotyczy nie tylko obcokrajowców, ale i poglądów), ale z drugiej strony jesteśmy istotami świadomymi, myślącymi, inteligentnymi. Dlatego możemy swoje poglądy zmieniać bez najmniejszych problemów (oprócz psychicznych blokad, fobii i traum które to trochę utrudniają). I tak kiedy spotykasz się z czymś, co Ci się nie podoba należy sobie odpowiedzieć na pytanie dlaczego budzi tak głębokie emocje (szczególnie, kiedy są one negatywne). Odpowiedź na to pytanie, wzięta pod lupę i przemyślana może dać odpowiedzi na pytania, które na codzień pozostają bez odpowiedzi. W końcu to, co nas pociąga lub drażni w drugim człowieku, pociąga lub drażni nas w środku.
    Między innymi z takiego założenia bierze się mój pogląd, że homofobiczne zachowania mogą brać się ze strachu przed tym, że będąc hetero i lubiąc popatrzeć na dobrze ubranego faceta jest się w jakiś sposób homo. Człowiek taki jest pod silną presją, bo gapi się na faceta z zachwytem. A tak naprawdę nie patrzy się na niego przecież jako na obiekt seksualny tylko jako na obiekt pożądania czysto technicznego – sam chciałby dobrze wyglądać, być przystojniaczkiem. Różnica jest subtelna i wyłapana uspokaja. Jednak potrzeba ciszy i czasu do namysłu, żeby ją wyłapać. A to rarytas w tych czasach 🙂 Niewiedza budzi strach, a strach nienawiść. I dlatego uchodźcy są dla nas jak kamyk w bucie. Nie znamy ich=trochę boimy się, że zakłócą nasz świat=nienawidzimy za to, że może się tak stać.

NOEMI
Warszawa

Cześć, mam 31 lat i jestem ambitną dziewczyną, którą los doświadczył wredną, przewlekłą chorobą: dwubiegunówką. Mimo problemów ze zdrowiem nie poddaję się i dążę do osiągnięcia swojego celu, jakim jest pomaganie ludziom jako life, love & sex coach. Piszę o ogarnianiu swojego życia i realizowaniu własnych celów. Bloguję o rozwoju, zdrowym stylu życia i pozytywnym podejściu do seksualności. Znajdziesz tu sporo inspiracji, a ja chętnie poznam Cię bliżej! Rozgość się i porozmawiajmy w komentarzach oraz na fanpage'u.

Bezpłatny kurs rozwoju osobistego
Archiwa