Rozwój

Rozwój jak po grudzie

Autorstwa z dnia 28 stycznia 2018

Tym razem napad depresji zimowej nie przełożył się na zwiększoną kreatywność na blogu: miałam wiele innych zajęć i trudności. Mimo to od jakiegoś czasu wzdychałam do .Life smętnie, bo przychodziły mi do głowy rzeczy, o których mogłabym – gdybym znalazła na to przestrzeń – coś napisać.

Od jakichś trzech miesięcy pracuję nad zwiększeniem swojej produktywności. W tym celu zaprzyjaźniłam się bliżej z działalnością i produktami Pani Swojego Czasu. Zamówiłam jej Planer, w którym zapisuję sobie różne działania i skreślam te, które wykonałam. Planer jest świetnie wykonany, duży, kolorowy i ładny, co bardzo dobrze wpływa na moje nastawienie do niego. Nie ma też dołująco pustych stron w nieproduktywnym czasie, bo to bardziej zeszyt do bullet journallingu (najpiękniejszy jaki widziałam!). Kiedy nic nie robię, prostu wtedy nic nie piszę. Przerobiłam też kurs „Zrób to dziś” o nieodkładaniu na później (będę do niego wracała), a teraz drugi raz czytam jej książkę o zorganizowaniu się – ale nie na szybcika, jak w zeszłym roku, tylko dawkami, rozdział po rozdziale, próbując wdrażać zmiany. Jeśli też chcesz „wziąć czas w swoje ręce”, produkty Pani Swojego Czasu znajdziesz w jej sklepie, tutaj. Oprócz płatnych produktów, są też blog, grupa na FB, cotygodniowa #kawazbudzynska na Instagramie i fanpage’u oraz comiesięczne treściwe webinary – sporo wiedzy za free.

Jedną ze zmian, jaką próbuję wdrożyć, trochę pod wpływem Pani Swojego Czasu, ale bardziej Kasi z Worqshop i Dominika Juszczyka z Near Perfect Performance, jest The Miracle Morning, czyli codzienna rutyna poranna nastawiona na rozwój. Przyznam, że nie bardzo mi idzie. W książce autora idei, „Fenomen poranka” Hala Elroda, czytałam relacje w stylu „zwykle nie radzę sobie z wdrażaniem nawyków, ale to jest zbyt zajebiste, spróbowałam raz i wytrwałam, a w moim życiu zaszły ogromne zmiany”. Niech spadają. U mnie to wygląda tak, że poranek według powyższego schematu jest rozwleczony do dwóch-trzech godzin, więc kiedy zaśpię i obudzę się o 12 (ostatnio to norma), to już mi się zwyczajnie nie chce. Poza tym to trzeba robić w skupieniu, a ja mam problem z asertywnością w kontekście kontaktów z bliskimi. Nie umiem tak po prostu powiedzieć człowiekowi, że w godzinach od – do ma zapomnieć o moim istnieniu, bo robię ważne dla mnie rzeczy. Teoretycznie proponowanym rozwiązaniem jest wstawanie bladym świtem, kiedy wszyscy inni śpią, ale to się nie sprawdza u kogoś, kto ma wieczny problem z budzeniem się wtedy, kiedy powinien. I wreszcie trzecią przeszkodą są inne nawyki. Dziś na przykład postanowiłam sobie, że okroję całość do czytania, ale zajrzałam na Facebooka. I już po The Miracle Morning.

Identycznie sprawa ma się z wieczorami, które też chcę spędzać inaczej – bez urządzeń elektronicznych, z podsumowaniem dnia w planerze i książką w ręku. Urządzenia elektroniczne wygrywają. Dramat.

Inną zmianą, jaka ostatnio zaszła w moim życiu, jest rezygnacja ze stawiania na sex coaching. To ogromna rewolucja. Przez ostatnie pięć lat moim największym marzeniem było zrobienie certyfikatu i działanie przede wszystkim na tym polu. Jednak w ostatnim roku zrobiłam wiele pomniejszych kursów z zakresu seksualności (tak dużo, że nawet te zaawansowane przestały wnosić coś do mojego życia), zaliczyłam sporo odkryć  „to o tym można zrobić kurs? wszystko to potrafię, ale do głowy by mi nie przyszło, żeby tego kogoś uczyć”, zorientowałam się, że nasycenie sekspertami w Warszawie jest już bardzo duże i musiałabym ostro konkurować z moimi znajomymi o klienta, a także – to było najtrudniejsze – umarł mój ukochany mentor i już nie mam się u kogo uczyć. Tak więc nie widzę siebie jako praktykującej sekspertki. Nadal bardzo lubię i cenię sekspozytywną społeczność i znajomości, jakie w niej zawarłam, ale jest tylko jedna rzecz, która mnie kręci i w którą się angażuję: pewien projekt, w którym biorę udział. Nie jest to jednak ani kurs, ani cykl konsultacji.

W ogóle miałam ostatnio sporo rozkmin w stylu „Co ja TERAZ chcę robić w życiu? Czy moje priorytety są aktualne? Czy rzeczywiście realizuję swoje potrzeby, angażując się w to i to?”. Uważam, że dobrze jest od czasu do czasu spojrzeć w ten sposób na swoje życie i skorygować kurs, w którym się podąża – oraz wyeliminować aktywności, na które się traci czas. Choć z tą eliminacją bywa u mnie ciężko.

Efektem rozkmin jest postawienie na rozwój grupy Zdrowa Psyche. Kroczek po kroczku, wpis po wpisie, komentarz po komentarzu… W grupie jest pozytywnie, rozwijająco, wspierająco i pomocnie – i jestem z nas szalenie dumna. Zapraszam. Tam jest mnie znacznie więcej niż tutaj.

TAGI
PODOBNE WPISY
NOEMI
Warszawa

Cześć, mam 31 lat i jestem ambitną dziewczyną, którą los doświadczył wredną, przewlekłą chorobą: dwubiegunówką. Mimo problemów ze zdrowiem nie poddaję się i dążę do osiągnięcia swojego celu, jakim jest pomaganie ludziom jako life, love & sex coach. Prowadzę dwa blogi: profesjonalny (noemi.help) i osobisty (noemi.life). Tu piszę o ogarnianiu swojego życia i realizowaniu własnych celów. Bloguję o rozwoju, zdrowym stylu życia i pozytywnym podejściu do seksualności. Znajdziesz tu sporo inspiracji, a ja chętnie poznam Cię bliżej! Rozgość się i porozmawiajmy w komentarzach oraz na fanpage'u.

Bezpłatny kurs rozwoju osobistego
Archiwa