Lifestyle Nie-zależność

Uparcie i skrycie, och życie, kocham cię nad życie!

Autorstwa z dnia 10 października 2015
Skończyłam liceum socjoterapeutyczne, a wśród moich znajomych nawet teraz pełno jest dziwadeł. Społecznicy, naukowcy, pisarze i grafomani, wyrzutki, geje, transwestyci, muzułmanie, artyści, schizofrenicy, fetyszyści, ateiści, wegetarianie i weganie, narodowcy, poliamoryści, bywalcy konwentów, bordery, nieudacznicy, gwiazdy rocka, wiekowe prostytutki, posłowie. I Ona. Ona czyli Zwyczajna.

Zwyczajna jest najbardziej niezwyczajna z mojego otoczenia, bo jest Inna Niż Wszyscy, Z Którymi Utrzymuję Kontakt. Ma życie, którego tylko pozazdrościć. Kochający mąż, urocza córeczka, budujący się dom pod Warszawą, stabilna praca z dobrym stanowiskiem, studia skończone w terminie i z oceną bardzo dobrą, telewizor, samochód, produkty Jabłuszka, przykładne relacje z rodziną i znajomymi. Gdzieś tam w tle są jakieś problemy, na przykład dom buduje się nazbyt długo, ale ogólnie – żyć nie umierać.

A przynajmniej tak się wydaje ludziom, którzy prowadzą small talki.

I obok ja – zadłużona freelancerka od siedmiu boleści, która nawet nie jest w stanie ogarnąć się na tyle, by wreszcie wyrobić status osoby niepełnosprawnej i mieć z tego tytułu w pełni należne profity, w tym zniżkę na nieskończone studia. Status związku na Facebooku już dwa miesiące temu powinnam zmienić na „nieznany”, dziecka mieć nie będę, bo byłaby ze mnie najbardziej patologiczna matka w Warszawie, egzaminy na prawo jazdy oblałam i stwierdziłam, że to nie dla mnie, a moje mieszkanie… ech, to historia na inny raz. Jestem chodzącym nieudacznictwem, przyszłością „zdolnych, ale leniwych” i konfliktowym antywzorem.

Poznałyśmy się na studiach i błyskawicznie zaprzyjaźniłyśmy. Wtedy miałam jeszcze pracę na etacie i świetne oceny, za to ona była jeszcze ze swoim eksem i nie myślała o zakładaniu rodziny. Wiele rozmawiałyśmy o naszych ambicjach, planowałyśmy studia podyplomowe i wspólną firmę. Potem nasze życiorysy się rozjechały, zaczęłyśmy też spędzać ze sobą znacznie mniej czasu, ale nadal coś nas ze sobą wiąże.

Podobno 90% społeczeństwa żyje jak ona, prowadząc mniej lub bardziej zwyczajne życie i śniąc sny o tym, co by było, gdyby mieli wiedzę, umiejętności, czas, środki… a przede wszystkim odwagę sięgnąć po to, czego pragną. Na pozór wszystko u nich dobrze, ale kiedy zdejmiesz ten śliczny obrazek ze ściany, żeby mu się lepiej przyjrzeć, odsłonisz przypadkiem wielką dziurę w tynku.

Ja żyję goniąc mój sen. Potykam się, przewracam, zawracam, klnę i próbuję od nowa. Może nigdy nie doścignę swoich marzeń, może zawsze będę marzycielką i nieudaczniczką, ale nie zrezygnuję z obranego kierunku dlatego, że musiałabym wyjść poza ramki obrazka. Będę mieć burzliwe związki, będę może jeszcze kiedyś kupować najtańsze jedzenie za pożyczone pieniądze, nie raz i nie dwa narażę się otoczeniu – ale moje życie będzie moim życiem i będzie dla mnie, a nie po to, żeby ładnie wyglądało na ścianie i zasłaniało grzyba.

I będę miała czas, żeby wziąć długą kąpiel lub posiedzieć w ciszy z parującą herbatą.

Teraz i na zawsze.

A Ty – co wybierasz?

TAGI
PODOBNE WPISY
  • Wybieram pogoń za moim snem. Za marzeniami. Będę próbował. Cały czas. A nawet jak mi się nie uda to będę szczęśliwy, bo wiem, że próbowałem. Popełniam błędy, bo działam, walczę. Błędów nie popełniają tylko ci, którzy nic nie robią.

  • eV

    Przerażają mnie ludzie „normalni” – z domem, drzewem, dzieckiem i samochodem. Ta reakcja na życie, które przez cały czas mówi „nie wychylaj się, bądź taki jak inni”… jak można nie chcieć się temu sprzeciwiać?

    • Gdy się całe życie, cały czas jest innym, chciałoby się być tym „normalnym”, cóż ja bym dał żeby móc się nie sprzeciwiać… Niestety to nie w tym wcieleniu 😉

  • Dla niektórych życie to ciągła walka z wiatrakami, myśl jak znowu przeżyć do pierwszego i co ludzie powiedzą. Dla innych to survival w innym wydaniu. Każdy wybiera to co lubi.

  • Zdecydowanie wybieram życie poza obrazkiem 😉

  • Ja bym chciała mieć dom pod Warszawą.

    • Prawda? Całkiem niegłupie… jeśli tego się właśnie chce. Gorzej jeśli nie.
      Mnie by w pełni zadowoliło przestronne dwu- lub trzypokojowe mieszkanie na Żoliborzu lub górnym Mokotowie, przy linii metra, na fajnym zielonym i nieogrodzonym osiedlu, z dużą ilością sklepów w pobliżu. Za dekadę albo dwie może się dorobię 😀 Ale na razie bardzo dobrze mi się mieszka w wynajętym mieszkaniu na peryferiach 🙂

      • Nie rozumiem tego uprzedzenia do ogrodzonych osiedli. Tzn. ja wiem, modne, lewicowe ideolo, ale to naprawdę jest miłe, gdy możesz dla zdrowia biegać po schodach i nie musisz na nich skakać nad kałużami uryny. A jak mieszkałum na nieogrodzonym osiedlu, to zaszczane i zasrane schody to była norma. Podobnie jak normą tam było to, że „wykluczeni społecznie” dresiarze wyrywali kobietom torebki. I choć wiem, że żiżkolodzy lacanistyczni mnie za to nienawidzą, bardzo się cieszę, że nie ma już żadnych „więzi społecznych” między mną a dresiarzami. Lubię nie musieć nosić gazu w kieszeni. Zwłaszcza w lato. No ale co kto lubi.

        • Od zawsze mieszkam na nieogrodzonych osiedlach i to, o czym piszesz, jest mi kompletnie nieznane. Podobnie jak Żiżek i Lacan (brr). Natomiast lubię móc się swobodnie przemieszczać po okolicy. Zajrzeć to tu, to tam. Nie mam już psa, ale sposób myślenia z czasów godzinnych spacerów po okolicy pozostał (zresztą niedługo planuję zacząć wyprowadzać na spacer kotkę Sabinkę) i to, że pomiędzy mną a miejscem, gdzie chcę być, ktoś wybudował płot, absolutnie mi nie odpowiada.

          O komforcie życia nie decyduje tylko ogrodzenie… zresztą był kiedyś fajny thriller, bodajże hiszpańskojęzyczny, w którym akcja działa się na grodzonym osiedlu a mordercą ewidentnie był ktoś Z Wewnątrz. To fajnie pokazuje ułudę bezpieczeństwa, jaką tworzy odgradzanie się od siebie nawzajem.

  • zaciekawiony

    Herbatę.

NOEMI
Warszawa

Cześć, mam 31 lat i jestem ambitną dziewczyną, którą los doświadczył wredną, przewlekłą chorobą: dwubiegunówką. Mimo problemów ze zdrowiem nie poddaję się i dążę do osiągnięcia swojego celu, jakim jest pomaganie ludziom jako life, love & sex coach. Piszę o ogarnianiu swojego życia i realizowaniu własnych celów. Bloguję o rozwoju, zdrowym stylu życia i pozytywnym podejściu do seksualności. Znajdziesz tu sporo inspiracji, a ja chętnie poznam Cię bliżej! Rozgość się i porozmawiajmy w komentarzach oraz na fanpage'u.

Bezpłatny kurs rozwoju osobistego
Archiwa