Seksualność

Wspólna wyprawa do sex-shopu

Autorstwa z dnia 23 kwietnia 2015

Po wyjściu w sobotę z pracy, Padrone odbiera mnie we włoskim odpowiedniku Empiku sprzed paru lat: rozpoznaję najbardziej promowane książki, w tym słynny „Zniszcz ten dziennik”, ale dopiero zaczyna się problem mobbingu, nie ma jeszcze naczyń kuchennych i narzędzi ogrodowych – są tylko notesy, zakładki i figurki zwierząt. I jest kawiarnia, w której udało mi się zamówić kawę bez użycia języka angielskiego. Mój hiperpodstawowy włoski zaczyna być użyteczny w kontaktach z ludźmi, co mnie bardzo cieszy.

– Dostałaś moją wiadomość o burzy? – pyta mnie.

– Nie, telefon mi zdechł – odpowiadam znad nooka, w którym wyświetla się „Doktor Sen” Kinga. – A była jakaś burza?

Śmiech.

– Czy była jakaś burza? Zatopiło cały Mediolan! Żeby do ciebie dotrzeć, musiałem przypłynąć łódką! Cud, że się nie utopiłem.

Śmieję się razem z nim, a po chwili wychodzimy z Empiku, objęci i roześmiani pod parasolem. Idziemy do jego przyjaciela, który użyczył nam mieszkanie (kilka dni później dowiem się, że nie jest jedyny: przyjaciółka Padrone z Wenecji również nas do siebie zaprasza. WENECJA!).

Mediolan po burzy jest szary, zimny i mokry, ale nie bardzo nam to przeszkadza. Jeszcze nie.

– Spójrz, tam jest ten wielki sex-shop, w którym pracuje Davide.

Nasłuchałam się o nim, a najbardziej o osiemnastoletnich dziewczynkach, które kilka tygodni temu przyszły po prezent urodzinowy dla przyjaciółki – małe fioletowe dildo – i były straszliwie przejęte swoją obecnością w Tym Sklepie (bez wątpienia straciły w nim mentalne dziewictwo), po czym zobaczyły, co kupuje Padrone.

„Co to jest i do czego to służy?”, zapytała ta odważniejsza, a Davide im wytłumaczył. Przeraziły się, na co Davide się zaśmiał i powiedział zdanie, które potem wielokrotnie cytowaliśmy sobie z Padrone: „That’s BDSM, babe!”.

– Oo, może jest otwarty? – zastanawiam się. – Chodź, zobaczymy!

Sklep jest otwarty. W końcu to dopiero sobota wczesnym wieczorem. Ale Davide’a nie ma, jest jego pracownik. Padrone natychmiast zaczyna z nim rozmawiać; ja nie mogę, bo sprzedawca nie zna angielskiego, wyruszam więc na wyprawę w głąb sklepu. Jest duży i dobrze wyposażony, a asortyment jest zaprezentowany w zorganizowany i przejrzysty sposób. Bez trudu namierzam sekcję z filmami, sekcję z erotyczną bielizną (na pięterku), sekcję z realistycznymi wibratorami i zabawkami analnymi (te luksusowe zabawki Lelo, Fun Factory i innych marek są zaraz na wprost kasy), a potem wracam do sekcji BDSM.

Mój Padrone nadal gawędzi ze sprzedawcą, więc porywam go słowami „chodź, coś ci pokażę” i prezentuję wypatrzone zabawki, a następnie oprowadzam go po sklepie: to jest mój wibrator z Fun Factory, te akcesoria służą do tego, a to jest do przyciągnięcia do marki klientek takich jak te osiemnastolatki…

Sprzedawca obserwuje nas z uwagą, a potem komentuje (Padrone mi przetłumaczył), że jeszcze nigdy nie widział tutaj kobiety z taką rozległą wiedzą i że powinnam otworzyć własny sklep. Później opowiadam partnerowi o Marcie Niedźwiedzkiej, która połączyła sex coaching z prowadzeniem sklepu i o imprezach, na których dziewczyny mogą w domowym zaciszu obejrzeć i kupić zabawki.

Tymczasem my dopiero się rozkręcamy. Nie mamy zbyt wiele pieniędzy, ale nic nie stoi na przeszkodzie, żebyśmy zaplanowali przyszłe zakupy – kiedy znowu będziemy bogaci. Więc planujemy.

Czuję się jak ryba w wodzie – nie dość, że dość dobrze znam branżę zabawek erotycznych, to jeszcze pierwszy raz od wieków jestem w sklepie z partnerem równie otwartym jak ja. Opowiadam zatem o We-Vibe, zachwycamy się wskazanymi przez sprzedawcę produktami marki Swan, odkrywamy wspólnie kosmetyki do pisania po ciele napisów niewidzialnych dla postronnej osoby, komentujemy ze śmiechem seksualia dedykowane czytelniczkom „Pięćdziesięciu twarzy Greya”, podziwiamy sztukę shibari na manekinie.

Na zewnątrz robi się ciemno i bardzo zimno, więc naprawdę nie śpieszy nam się do wyjścia. W środku jest dobrze i przytulnie, a rozmawiając swobodnie o tym, co byśmy lubili razem robić, czujemy się bardzo sobie bliscy.

W końcu wygania nas głód, a że Padrone obiecał mi ugotować u przyjaciela pyszne domowe spaghetti… Nasz pierwszy domowy obiad! Zdecydowanie wygrywa z dalszym pobytem w sklepie.

Nazajutrz, w drodze nad polecane turystom kanały Navigli, odkrywamy sex shop samoobsługowy, czynny 24 godziny na dobę – mały, zabezpieczony wejściem na kartę płatniczą pokoik, w którym mieści się sześć automatów z zabawkami erotycznymi oraz paczkomat. Świetny pomysł dla nieśmiałych i pragnących anonimowości klientów, skrępowanych czyjąś obecnością. Produktów jest mało, ale są różnorodne (dla każdego coś by się znalazło) i stanowią świetny pretekst do swobodnej rozmowy o tym, co mogłoby nam sprawić przyjemność.

Wśród automatów przypominają nam się raz jeszcze te osiemnastolatki – być może tutaj poczułyby się nieco swobodniej. A może potrzebowałyby czegoś jak LoveStore Barbarelli – delikatnego, eleganckiego butiku dla kobiet?

Dla zbyt wielu ludzi wizyta w sex-shopie wciąż jest powodem do wstydu lub po prostu się jej boją. Dam też głowę, że dla części czytelników ten wpis to będzie Za Dużo Informacji, pomimo że nie wchodziłem w szczegóły. A przecież seks jest dla ludzi. Cudownie jest pójść razem w  miejsce, gdzie można znaleźć coś, dzięki czemu w łóżku będzie parze przyjemniej, zabawniej, bardziej zmysłowo. Mnie i Padrone wspólne wyprawy bardzo zbliżyły oraz zainspirowały do dalszych rozmów o naszych potrzebach i fantazjach. Że zaś seks jest częścią naszego związku – planujemy kolejne wyjście tak samo, jak wyjazd do Wenecji, czy wspólne odwiedzenie jego przyjaciela na obiedzie.

TAGI
PODOBNE WPISY
NOEMI
Warszawa

Cześć, mam 31 lat i kończę psychologię. Wkrótce będę pomagać ludziom jako life, love & sex coach. Na Noemi.Life piszę o ogarnianiu swojego życia i realizowaniu własnych celów - znajdziesz tu sporo inspiracji. Bloguję o rozwoju, zdrowym stylu życia i pozytywnym podejściu do seksualności. Chętnie poznam fajnych ludzi - takich jak Ty. Rozgość się i porozmawiajmy w komentarzach oraz na fanpage'u.

Bezpłatny kurs rozwoju osobistego
Archiwa