Seksualność

Z jak Zabójcza Zazdrość

Autorstwa z dnia 14 listopada 2016

Obejrzałam właśnie z ciekawości film Three (W piekielnym słońcu, 2005), o którym musicie wiedzieć tylko tyle, że dzieje się na tropikalnej bezludnej wyspie, na którą trafiają mąż (bogaty padalec), żona (prześliczna manipulantka) i ten trzeci (przystojny acz ubogi Latynos), i jest thrillerkiem erotycznym napędzanym – jakżeby inaczej – chorobliwą zazdrością oraz desperackim pragnieniem przetrwania. Na Filmwebie ma ocenę 5,8/10.

Jeśli Was jeszcze nie zniechęciłam, macie trailer. Widoczki są bardzo ładne, to trzeba filmowi przyznać.

Wracając do notki, tematem przewodnim Three jest Zazdrość. Z zazdrością mam problem, bo jej trochę nie kumam. Dawno temu, w moim pierwszym poważnym związku, rzecz jasna monogamicznym, miałam z tego tytułu poważne problemy, bo nie okazywałam zazdrości wcale. Miałam stuprocentowe zaufanie do partnerki i po prostu nie mieściło mi się w głowie, że mogłaby chcieć mnie zdradzić, więc czemu niby miałabym być zazdrosna? Okazało się, że ona tego oczekiwała – to miał być podobno dowód, że mi zależy. Cóż, zawiodłam.

To nie tak, że nie czuję zazdrości w ogóle. Przychodzi do mnie, ale w konkretnych sytuacjach.

Zazdrość jako taka do tej pory pojawiała się u mnie jedynie wtedy, gdy moje potrzeby nie były zaspokajane, a czyjeś inne – tak. Zazdrościłam więc partnerce mężczyzny, który mi się podobał, zazdrościłam, kiedy w związku poli byłam traktowana per noga, zazdrościłam, kiedy mój kochanek w rażący sposób okazywał, że na komuś innemu zależy mu bardziej. Ale tak w parze mono…? Czemu? Przecież albo sobie ufamy, albo mamy problem w relacji.

Gdyby to mnie dostało się dwóch mężczyzn, kobieta i bezludna wyspa, ułożyłabym fabułę, w której ludzie odkrywają na własny użytek poliamorię, zmagając się z kulturowymi uprzedzeniami. Prawdopodobnie napisałabym im happy end, choć musieliby się pomęczyć, żeby na niego zasłużyć.

Od dawna jestem zdania, że do wielu dramatów nie dochodziłoby, gdyby ludzie mieli w sobie zgodę na to, że wolno im kochać bądź pożądać więcej niż jedną osobę jednocześnie. W piekielnym słońcu nie skończyłoby się tragedią (nie spojleruję, zapowiedziano ją w pierwszych minutach filmu), gdyby usunąć z niej zazdrość jako wiodącą motywację męża, gdyby drugi mężczyzna dostał prawo do otwartego wyrażania swojego pożądania wobec kobiety i gdyby żeńskiej bohaterce pozwolono podejmować autonomiczne decyzje. Ale nie, zgodnie z przykazaniem religijnym, pozamałżeńskie pożądanie to zło zasługujące na potępienie i surową karę. Bohaterzy nawet nie rozmawiają o uczuciach – od razu przechodzą do jawnego konfliktu, co jest tym głupsze, że są na bezludnej wysepce, skazani sami na siebie.

Nie chcę wszystkich namawiać teraz do poliamorii (czytaj: chcę, ale mi się to nie uda), jednak zastanawiam się, o ile lepiej funkcjonowałaby para, która wprawdzie obiecała sobie wyłączność, ale nie wpada w popłoch ani furię, kiedy któreś z nich odczuje przypływ pożądania wobec osoby spoza małżeństwa. Bo naprawdę, co złego jest w przyznaniu „On mi się podoba, chciałabym się z nim przespać”, jeżeli ufamy sobie i wiemy, że nie będziemy się zdradzać? Od spontanicznego pragnienia – które przychodzi częściej niż ludzie chcieliby się przed sobą przyznać – do czynu daleka droga, a tłumione pożądanie lubi wybuchać ze zwielokrotnioną siłą! Lepiej jest je wyrażać, naprawdę. Niekoniecznie poprzez seks. Często wystarczy po prostu rozmowa.

Choć wszyscy dojrzewaliśmy w kulturze promującej monogamię (wystarczy przypomnieć znane nam na pamięć „miłość, wierność i uczciwość małżeńską”), jesteśmy bardzo różnymi ludźmi. Część z nas to ludzie jednego partnera – kiedy pokochają, to na całe życie, a bez miłości nie odczuwają pożądania. Inni są mniej lub bardziej poligamiczni – i nic z tym nie zrobią, tak już mają. Wytrwanie w monogamii jest dla nich wyzwaniem. Będzie im dużo łatwiej nie zdradzać ukochanej osoby, jeśli zaakceptują siebie takimi, jacy są: jeśli otworzą się na swoje uczucia – w tym uczucie pożądania – i będą wobec nich uczciwi. Taka strategia działania na początku może być trudna, ale z czasem, przy zrozumieniu ze strony drugiej osoby, bardzo się opłaci i umocni więź pomiędzy partnerami oraz ich zaufanie do siebie.

Zazdrość nie jest dobra ani zła, to po prostu kolejne uczucie. Za którym zawsze stoją inne, bardziej podstawowe emocje. I to te właściwe emocje warto rozpoznać, bo mówią nam coś ważnego o sytuacji, w której się znajdujemy. Warto też zrobić z nimi coś konstruktywnego, czyli najlepiej otwarcie je przegadać. Powiedzenie wprost „odczuwam lęk, że już mnie nie kochasz” czy „ostatnio czuję się przez ciebie zaniedbywana” to lepszy pomysł niż awanturowanie się albo to, do czego doszło w przywoływanym filmie.

Zatem: nie bójmy się szczerych rozmów o uczuciach. One potrafią uratować życie, a już na pewno związek.

A Ty jak radzisz sobie z zazdrością?

TAGI
PODOBNE WPISY
  • „Gdyby to mnie dostało się dwóch mężczyzn, kobieta i bezludna wyspa,
    ułożyłabym fabułę, w której ludzie odkrywają na własny użytek poliamorię” – a myślisz, że każdy jest zdolny do wejścia w taki związek? Ja nie wiem czy byłbym zdolny za to wiem, że nie chcę. Nie. Ja bym chciał kogoś, kto będzie dla mnie wszystkim i ja dla niego także. No oczywiście nie wszystkim w ogóle, bo to by była niezdrowa relacja – przyjaźnie, hobby, swoje życie poza związkiem to jak najbardziej, ale wszystkim w tej sferze seksualno-partnerskiej. Ja sobie nawet nie umiem wyobrazić jak można kochać tak samo więcej niż jedną osobę… a jeśli nie tak samo, to te inne zawsze będą kochane mniej… a ja bym nie chciał być tym kochanym mniej.
    Także mnie tam pasuje i podoba się wizja związku „miłość, wierność i uczciwość” ale oczywiście uczucia mogą zmieniać się z czasem… a czasem wygasają – wtedy lepiej zakończyć związek.
    Ale masz rację, że na pewno rozmowy i szczerość – no to chyba podstawa.

    • Poruszyłeś ważny wątek, który często pojawia się w dyskusjach o poliamorii: jak wygląda kochanie więcej niż jednej osoby. W poliamorii nie chodzi o kochanie bardziej i mniej. Możesz darzyć kilka osób równie silnym uczuciem, ale kochać inaczej, za co innego – w końcu każdy jest inną osobą. Rodzice mający kilkoro dzieci rozumieją, o co chodzi, podobnie ludzie mający kilka zwierząt… i w ogóle każdy, kto ma na przykład babcię, dziadka, tatę, mamę, chłopaka, ciocię, wujka, siostrę – i wszystkich ich bardzo kocha.

      • Znam ten argument z „kochaniem tak samo ale inaczej” tylko hmm… nie do końca do mnie trafia odnośnie takiej relacji i moim zdaniem to jednak trochę coś innego niż relacje rodzinne (inne stosunki mamy z rodzicami, inne z dziadkami, jeszcze inne z ciotkami ale nawet jeśli o tym mowa to cóż – jedna osoba z rodziny jest mi najbliższa, inne to już nie to samo /i chyba nawet nie „tak samo ale inaczej”/ ).
        A może po prostu nie chcę żeby do mnie trafiło, bo zwyczajnie nie chciałbym takiego związku. Nie podoba mi się tak jak nie podobają mi się jedne samochody a podobają inne 😛
        Ale podkreślam, że mówię o sobie – jeśli innym ludziom takie odpowiadają, to nie mam nic przeciwko 🙂 Nie jestem przeciwny ogólnie, tylko po prostu ja osobiście tak nie chcę.

        • DeadSally

          A jak ktoś ma tak duże serce że może kochać więcej niż jedną osobę? 🙂

          • Dlaczego mnie pytasz? 😛 przecież napisałem, że ludzie mogą robić co chcą i niech robią to co daje im szczęście 🙂

          • Pewnie dlatego, że piszesz, że ten argument do Ciebie nie do końca trafia.

          • No do mnie nie trafia, ale może ja mam za małe serce 😉 ale piszę o sobie.

NOEMI
Warszawa

Cześć, mam 31 lat i jestem ambitną dziewczyną, którą los doświadczył wredną, przewlekłą chorobą: dwubiegunówką. Mimo problemów ze zdrowiem nie poddaję się i dążę do osiągnięcia swojego celu, jakim jest pomaganie ludziom jako life, love & sex coach. Prowadzę dwa blogi: profesjonalny (noemi.help) i osobisty (noemi.life). Tu piszę o ogarnianiu swojego życia i realizowaniu własnych celów. Bloguję o rozwoju, zdrowym stylu życia i pozytywnym podejściu do seksualności. Znajdziesz tu sporo inspiracji, a ja chętnie poznam Cię bliżej! Rozgość się i porozmawiajmy w komentarzach oraz na fanpage'u.

Bezpłatny kurs rozwoju osobistego
Archiwa