Rozwój Rozwój osobisty

#ŻycieBezOgraniczeń, czyli mój pierwszy w życiu event motywacyjny!

Autorstwa z dnia 2 października 2016
Ha! Właśnie wróciłam z Krakowa, w którym wczoraj odbyło się wielkie wydarzenie motywacyjno-artystyczne: ośmioro mówców z Polski i z zagranicy oraz przerywniki w postaci występów muzycznych i tanecznych.

Występy artystyczne nie zrobiły na mnie wrażenia i równie dobrze mogłoby ich nie być, aczkolwiek wtedy pewnie ucierpiałaby dynamika eventu, zamieniając się w konferencję pełną gadających głów. Tak coś się działo. Tylko niestety nie w moich klimatach. Jedno słowo: gospel. Polski. No, thanks.

Speakerami byli, kolejno: Daniel Lewczuk, dr Ava Brown, Kamila Rowińska, Jakub Bączek, dr Eric Thomas, Eva Minge, Andrzej Cichocki i Nick Vujicic. Opowiadali o tym, czym dla nich jest życie bez ograniczeń: co mogło ich ograniczać i czemu się nie poddali. Zachęcali ze sceny do podejmowania wyzwań, do życia na 100%, do bycia w pełni sobą, tworząc wielogłosowy przekaz „Ty też tak możesz, to jest w zasięgu Twoich możliwości”.

Nie wszystkie wystąpienia mi się podobały – Ava Brown i Eric Thomas byli do bólu hamerykańscy ze swoimi komunałami. Coś w stylu „przeżyłam/em to i to, byłam/em na dnie, a teraz jestem Kimś /kto jeździ po świecie i nawija o byciu Kimś/, rób to i to”. Cienkie. Może Amerykanie na to lecą, ale ja nie umiałam.

Dr Ava Brown mnie potwornie rozczarowała. Już na etapie czytania biogramów (czyli przed kupieniem biletu) wzbudziła moje zainteresowanie ciekawą historię, ale niestety kompletnie z niej nie skorzystała: podała po prostu Szokujące Fakty ze swojego życia (bieda, molestowanie seksualne/kazirodztwo, gwałt, rozpad związku), a potem waliła oczywistością za oczywistością. Dla kogoś początkującego w temacie motywacji to mogłoby być świeże i mocne, ale dla mnie – uch. Włączyła mi się Jednoosobowa Loża Szyderców, kiedy powtórzyła po raz kolejny, że sprzedawała mango, była molestowana, została zgwałcona i przeżyła załamanie nerwowe, ale Podjęła Wybór i nie pije, nie ćpa, żyje normalnie, jest bogata i szczęśliwa. Mam poczucie silnego zaprzepaszczenia potencjału.

Z kolei dr Eric Thomas – też z ciekawą historią, notabene również w jakiś sposób mi bliską – zachowywał się wręcz karykaturalnie, drąc się ze sceny po kilkanaście razy, że ANYTHING IS POSSIBLE! / NOTHING IS IMPOSSIBLE!, czy powtarzając po wielokroć PASSION! PASSION! Mówił nieco ciekawiej niż Ava Brown, ale styl był w zasadzie zbliżony: epatowanie trudnymi przeżyciami + slogany motywacyjne. Chociaż można facetowi pozazdrościć przekonania i energii. I wiary. Bo utrzymywał, że jego wystąpienie zmieni moje życie. Nie do końca zmieniło, ale jedno jego doświadczenie sobie zanotowałam – jest w nim cenna wskazówka dla mnie, bo dotyczyło umiejętności wyceniania swojej pracy. Możliwe, że jeszcze o niej napiszę.

Dla kontrastu ogromne wrażenie zrobiła na mnie historia Kamili Rowińskiej. Kamila Rowińska wyszła na scenę w swojej eleganckiej garsonce i z głosem zdradzającym silne poruszenie opowiedziała nam swoją historię. W przeciwieństwie do tych dwojga hamerykańskich mówców, Kamila się odsłoniła. Nie robiła show. Nie epatowała. Po prostu zwierzyła się tysiącom słuchaczy, że jej droga do milionów bynajmniej nie była usłana różami, że bardzo ciężko pracowała na swój sukces. I uff, to zadziałało. Jak cholera. Słuchając, robiłam rachunek sumienia: czy ja bym tak umiała? Kamila Rowińska jako pierwsza dostała owacje na stojąco, a jej stoisko z książkami przeżywało podczas przerwy prawdziwe oblężenie. Wiem, bo byłam. Pewnie coś zrecenzuję.

Bardzo pozytywnie wspominam też wystąpienia Daniela Lewczuka. Na samym początku poprosił o wyrozumiałość, bo nie jest zawodowym mówcą, a potem prostymi słowami, z dużą dozą dystansu do siebie, opowiedział jak to któregoś upalnego dnia zorientował się, że zostawia za sobą ślady w betonie, więc postanowił się zmienić. I tak się za siebie zabrał, że teraz jest jedną z czterdziestu siedmiu osób na całym świecie, które zaliczyły w rok cztery biegi przez cztery różne pustynie, po 250 kilometrów każda. Jedna z najbardziej ekstremalnych aktywności, zaraz po ośmiotysięcznikach. Na zdobycie Mount Everestu nie pozwoliła mu żona 😉 Ożywcze, ciekawe wystąpienie, pełne szczególików dotyczących wypraw. Podobnie jak to Kamili, motywowało pośrednio, a nie na chama.

Pozostała czwórka mówców była… no, dobra. Nick Vujicic oczywiście brylował, pozostali też dali radę. Świetny motyw zadział się, kiedy mówił Andrzej Cichocki: do sceny podeszła mała dziewczynka, Iza, i mówca zaprosił ją na scenę (ba, wciągnął ją). No to po jakimś czasie podeszła druga dziewczynka. I jeszcze jedna. I chłopczyk. Andrzej raz po raz przerywał, żeby wciągnąć kolejne dziecko. Pod koniec jego wystąpienia na scenie było już ze dwadzieścioro kilkoro dzieci – i stale podchodziły nowe. Na zakończenie organizatorzy puścili refren „Wszystkie dzieci nasze są” Jeżowskiej, a dzieci, otaczające Andrzeja, zostały sfilmowane i sfotografowane. Było to tym bardziej urocze, że mówca mówił sporo o adopcji dzieci (sam się zdecydował!). Wow wow.

Nie dał rady natomiast katering. To, że było za mało kas i niektórzy ludzie uwięźli na całą przerwę w kilometrowych kolejkach, jeszcze wybaczę (może dlatego, że sama miałam szczęście stać tylko kwadrans). Ale jedzenie było zwyczajnie niedobre! Nachos, zapiekanki, hotdogi, pierogi (paskudne) i kilka kanapek i sałatek – co to ma być?! Niestety, nie była to wina organizatorów: stadion ma podpisaną umowę na wyłączność z konkretną firmą i nic nie dało się z tym zrobić. Organizatorzy chyba zdawali sobie sprawę z tego, że będzie kiepsko, bo już w informacjach przed eventem zastrzegali, że to zewnętrzna firma 😉 Przede mną stała jakaś wegetarianka i naprawdę nie miała zbyt wiele do wyboru…

Teraz patrzę sobie na reklamę Życia Bez Ograniczeń i tego, no. „Nasi prelegenci poprzez swoje historie i doświadczenia wyjawią, jak być nieugiętym w spełnianiu swoich marzeń: Jak rozbudzić w sobie energię, by pracować z pasją? Jak wyznaczać cele, aby osiągać więcej i lepiej? Jak zwiększyć swoją efektywność?”. Tego nie było. Pomijając wystąpienie Jakuba Bączka, który omówił swoje techniki radzenia sobie z wewnętrznym krytykiem (oraz trochę z nami potrenował), dominowały anegdotki i ogólniki. Nie spodziewałam się szkolenia, ale zajawka obiecywała coś, czego nie dostaliśmy.

Ogólnie jest to dość krytyczna relacja i myślę sobie, że nie do końca byłam (jak zawsze) targetem, bo na mnie po prostu motywacyjne rzeczy już nie działają tak jak kiedyś. Nasiąkłam nimi, sama też sporo przeżyłam i to, że ktoś robi z doznanego gwałtu trampolinę do sukcesu… no cóż, jest mi raczej obojętne. Ale dla kogoś bardziej zwyczajnego, kto nie przeczytał setki poradników motywacyjnych i nie ma szeregu różnych doświadczeń spoza mainstreamu, to mogło być Coś. Moje wrażenia były raczej pozytywne, całość oceniłabym na 4+, tak więc absolutnie nie zdziwi mnie, jeśli mniej wymagające osoby wystawiły szóstkę z wykrzyknikiem.

Aha, za rok będzie kolejna edycja eventu, tym razem w Warszawie. Myślę, że pójdę. Drugi raz do innego miasta nie chciałoby mi się jechać, ale to całkiem niezły sposób na spędzenie soboty. Coś się działo. Były emocje. Były bodźce do przemyśleń. Były źródła anegdotek do opowiedzenia. No i całkiem dobrze się bawiłam.

Ale wolę szkolenia seksuologiczne i konferencje naukowe 😉

PS. Zdjęcie zostało zrobione o 10 rano, kiedy ludzie się dopiero zbierali. Potem były ich dzikie tłumy.

TAGI
PODOBNE WPISY
  • O proszę nawet Jakub Bączek był…przeczytałem jego książkę „Jak zarobić milion idąc pod prąd”, przyjemna ale nie porywa…troszkę takie ogólniki, może przydać się komuś kto ich nie zna i nie potrafi ich w sobie odkryć…może kogoś zmotywować do działania, ale jednak rozum trzeba mieć swój 🙂

  • muszę się kiedyś wybrać po taką dawkę motywacji 🙂

  • Tak sobie myślę, że mogłem jednak pojechać. Autobusem (odkrywam autobusy dalekobieżne w tym kraju 😛 ), coś tam jeździ… Ale zamiast tego byłem gdzie indziej 😉

  • Bardzo żałowałam (i w sumie dalej żałuję, że jednak nie mogłam tam być). I choć zdaję sobie sprawę, że wielką magię może tam nie każdy poczuł, ale mimo wszystko dawka motywacji jest zawsze wskazana. Bączek i Rowińska – te dwa nazwiska wystarczyły, bym teraz żałowała 🙁

    • Och, oni oboje wymietli… Bączek miał bardzo pomysłowe wystąpienie i wszystkich rozbawił. Nie tylko śmiechojogą. Dla nich rzeczywiście warto było pojechać.
      Może za rok Ci się uda? 🙂

  • Aleksandra ma kota

    Byłam na podobnym i zgadzam się z Tobą! Motywacja rośnie o 100000…% do pracy i do życia. Mi się pojawiła wtedy nieodparta chęć zmiany czegoś w moim dość krótkim życiu 🙂 Pozdrawiam!

  • Nigdy na czymś takim nie byłam 🙂

  • Mam bardzo, bardzo podobne uczucia. Chciałam uciec już po 5 minutach wystąpienia Erica Thomasa, a pod koniec jedynym moim ratunkiem był bezradny śmiech, gdy po raz kolejny wykrzykiwał „Passion!”.
    Przy opowieści Kamili się wzruszyłam, ale przy ćwiczeniu z wewnętrznym dzieckiem spłakałam się jak nie wiem. Chyba dlatego, że ten temat był mi wtedy wyjątkowo bliski, kilka dni przed tym napisałam na blogu list do siebie sprzed kilku lat, stąd to ogromne poruszenie.
    W każdym razie – fajnie, że miałam okazję doświadczyć tego typu eventów, bo teraz już wiem, że to nie dla mnie 🙂

  • zaciekawiony

    Miło jest poczytać o tym wydarzeniu parę miesięcy później. Jakbym tam był. Najbardziej utkwiły mi słowa o miłym spędzeniu soboty, że coś się działo, że były emocje, bodźce do przemyśleń i źródła anegdotek do opowiedzenia. Podzielisz się którąś?

NOEMI
Warszawa

Cześć, mam 31 lat i jestem ambitną dziewczyną, którą los doświadczył wredną, przewlekłą chorobą: dwubiegunówką. Mimo problemów ze zdrowiem nie poddaję się i dążę do osiągnięcia swojego celu, jakim jest pomaganie ludziom jako life, love & sex coach. Piszę o ogarnianiu swojego życia i realizowaniu własnych celów. Bloguję o rozwoju, zdrowym stylu życia i pozytywnym podejściu do seksualności. Znajdziesz tu sporo inspiracji, a ja chętnie poznam Cię bliżej! Rozgość się i porozmawiajmy w komentarzach oraz na fanpage'u.

Bezpłatny kurs rozwoju osobistego
Archiwa